Jeszcze pare lat temu, bylem czlowiekiem ktory wiedzie calkiem przecietne zycie. Zycie moje toczylo sie powoli i nic nie wskazywalo na to aby moglo byc inaczej. Nie palilem papierosow, alkoholu pilem niewiele i sporadycznie i w ogole nawet nie zagladalem na dyskoteki. Po prostu nigdy mnie te rzeczy nie fascynowaly.
Jednak caly czas cos nie dawalo mi spokoju. Nie czulem sie szczesliwy. W moich poszukiwaniach dotarlem do parapsychologii, astrologii, metody Silvy radiestezji, chodzenia po rozzarzonych weglach i paru innych technik sluzacych "duchowemu rozwojowi". Bylem przekonany, ze czlowiek sam z siebie poprzez wlasny umysl i przy pomocy "wyzszej inteligencji" lub "energii kosmicznej" jest w stanie pozytywnie wplywac na swoje zycie. Czulem, ze jestem kims lepszym od innych, ze znam odpowiedzi na wiele problemow dreczacych innych i sam moge ich uniknac.
Stan ten trwal pare dobrych lat. Jednak w pewnym momencie mojego zycia poczulem sie bezsilny jak male dziecko.
Zmarl moj ojciec a mama mimo, ze ojciec nie mieszkal z nami od wielu i nic nie wiedziala o jego smierci w okolo 30 godzin pozniej zapadla w spiaczke i trafila do szpitala. Byla chora na cukrzyce. W szpitalu mimo obaw lekarzy po kilkunastu godzinach przebudzila sie. Niestety jej stan pogarszal sie. Lekarze mimo usilnych staran nie dawali zadnych nadzieji. Na oddziale na ktorym lezala prawie codziennie ktos umieral.
Chorzy czesto zwracali sie o pomoc do ksiedza, przystepowali do komunii lecz posluga ta nie dawala im wewnetrznego pokoju. Swiadomosc grzechow, ktore popelnili ci ludzie przez cale swoje zycie, strach przed smiercia i tym co dalej unosil sie w powietrzu.
Przez te 3 miesiace przez ktore mama przebywala w szpitalu wiele widzialem. Przez ten czas prawie w ogole nie pracowalem. Zamiast tego codziennie wiele godzin spedzalem przy mamie w szpitalu razem z bratem. Dokladnie po 3 miesiacach od chwili smierci ojca - dokladnie co do dnia - zmarla w szpitalu mama.
Zostalismy z bratem sami. Nasza niewielka rodzine dalej byla gnebiona nieszczesciami. Szesc pozniej miesiecy zmarl wujek - mlodszy brat mojej mamy. Byl samotny i schorowany.
Minelo kolejnych szesc miesiecy i nagle zmarla ciotka - siostra mojej mamy. Rowniez byla samotna i schorowana. Pozostal po nie do splacania kredyt, ktory podpisalem. To byl poczatek grudnia. Koniec grudnia to smierc siostry mojej babci a polowa stycznia to smierc babci. Teraz juz zostalismy z bratem naprawde sami. Brat jeszcze studiowal a ja pracowalem i splacalem dlugi. Bylo naprawde bardzo ciezko i nie widac bylo zadnego rozwiazania problemow, ktore zaczely pietrzyc sie coraz bardziej.
Juz wczesniej oraz podczas tego trudnego okresu zaczely przychodzic do mnie listy od pewnej znajomej, z ktora przed laty wymienilismy gdzies na wakacjach adresy. Pisala w tych listach, ze Bog mnie kocha oraz przysylala cytaty z Biblii.
Bylo to dziwne ale cos nie dawalo mi spokoju. Znajoma ta przysylala mi listy lub pocztowki 3, 4 razy w roku przez dwa lub trzy lata. Ale ja mialem swoje problemy i zmartwienia, nie widzialem zadnego sensu zycia ani sposobu na rozwiazanie moich problemow. Wszyscy poumierali, splacalem nie swoje kredyty i nie moglem sie pozbierac. Zylem tak z dnia na dzien. Bylem tak tym pochloniety, ze nic i nikt mnie nie interesowalo.
Az pewnego dnia napisala, ze przyjezdza do mojego miasta na konferencje
chrzescijanska i jak mam ochote to mnie tez tam zaprasza. Spotkalismy
sie.
Byl to lipiec 97 r.
Na stadionie bylo duzo ludzi, ktorzy modlili sie i spiewali. Byli pelni
radosci. Po jakims czsie na scene wszedl czlowiek mowil o Jezusie.
Przyciagnal moja uwage. Pozniej modlil sie o chorych. Bylo piec osob,
ktore siedzialy na wozkach inwalidzkich po modlitwie wstaly z tych
wozkow.
Byly uzdrowione!!!
To byl dla mnie szok. Tak samo chlopczyk siedmio lub dziewiecioletni, ktory od urodzenia nie slyszal i nie mowil po modlitwie z trudem, bo z trudem zaczal powtarzac proste slowa. Znowu szok.
Jak to jest? Jakis facet w garniturze modli sie a Bog go wysluchuje i uzdrawia. Dla osoby, ktora do tej pory ktora Boga kojarzyla z ponurym i nudnym chodzeniem w niedziele do kosciola oraz sadem za popelnione grzechy bylo to cos bardzo dziwnego. Przeciez na wszystko trzeba sobie zasluzyc, zyc swietym zyciem a potem moze Bog sie zlituje i nie znajde sie w piekle. Wydawalo mi sie ze uzdrowienie jest jedna z tych rzeczy, ktore moga sie przytrafic tylko nielicznym po odbyciu np. jakiejs pielgrzymki do szczegolnego miejsca.
A tu tak mozna zwracac sie bezposrednio do Boga?
Kiedy wiec ten czlowiek zwrocil sie do wszystkich z pytaniem czy chca
uczynic
swoim Panem i Zbawicielem Jezusa Chrystusa. Tez chociaz - z ociaganiem -
podnioslem swoja reke do gory - tak jak wiele innych osob. Modlilismy
sie
wszyscy o to prostymi slowami, nie byla to zadna ze znanych mi modlitw.
Byly to slowa powierzenia swojego zycia Jezusowi. Nic nie czulem raczej
bylem zdziwiony tym wszystkim co wydarzylo sie tego wieczora. Zaczalem
chodzic do kosciola, ktorego adres otrzymalem na stadionie.
Wszystko bylo takie inne, tak bardzo roznilo sie od tego wszystkiego czego uczono mnie o Bogu. Nie minelo duzo czasu a z mojego przygnebienia i poczucia beznadziejnosci nic nie pozostalo. Bog obdarzyl mnie niesamowita radoscia. Ja, ktory przez ostatnie lata zylem bez jakiejkolwiek nadzieii na przyszlosc teraz wiedzialem, ze jest ktos kto mnie kocha i na nim nigdy sie nie zawiode ta osoba jest Jezus Chrystus. On mnie wykupil poprzez swoja swieta krew przelana na krzyzu.
Jezus umarl na krzyzu za mnie i za wszystkich grzesznikow, poniosl smierc w sposob uznawany za najbardziej haniebny w tamtych czasach a po trzech dniach zmartwychwstal. On Bog pokonal smierc a przedtem tyle wycierpial, ze nie zniosl by tego zaden czlowiek.
Zaczalem czytac Pismo Swiete i zrozumialem, Bog jest miloscia. Jezeli sie kogos kocha to nie zsyla sie na niego nieszczesc i chorob. Zrozumialem, ze to szatan jest tym ktory niszczy i zabija "zlodziej przychodzi tylko po to, by krasc, zarzynac i wytracac." Jan 10,10. To diabel jest sprawca poprzez swoje czesto podstepne dzialanie, zla, ktore nas otacza. I moze do tego rowniez uzywac ludzi.
Zobaczylem, ze aby byc zbawionym i oddac sie po opieke Ojca, ktory jest w niebie trzeba zwrocic sie do Jezusa, wyznac przed Nim ze jest sie grzesznym, zalowac szczerze za swoje grzechy i przyjac Jezusa do serca jako osobistego Pana i Zbawiciela. On poprzez swoja laske pomoze zmienic kazdemu grzesznikowi jego zycie. On czeka i powtarza "nie boj sie tylko wierz". Nigdy nie odrzucal nawet najgorszych grzesznikow ktorzy sie ukorzyli przed nim.
Minelo pare miesiecy kiedy podczas modlitwy przyjelem "Chrzest w Duchu Swietym" i zaczalem modlic sie w jezykach. Modlitwa ta zaczela wnosic do mojego zycia glebsze rozumienie Pisma Swietego i poglebiac moja relacje z Bogiem. Bog wyzwolil we mnie pragnienie sluzenia i pomagania innym. Pozwolil mi przez swoja laske zmienic i nadal zmienia moje zycie. Porzadkuje je tak abym mogl mu lepiej sluzyc. Jest to proces stopniowy, a glos Ducha Swietego bardzo mi w tym pomaga. Duch Swiety jest najlepszm Doradca jakiego czlowiek moze miec w swoim zyciu.
To On obdarza mnie Boza miloscia, pokojem i radoscia. To On mnie zacheca i dodaje sil. Zyje i tak jak kazdy czlowiek napotykam na rozne trudnosci ale wiem, ze Bog jest moim Ojcem i wiem ze troszczy sie o mnie. I to jest takie cudowne.
Poprzez Jego Slowo - czytajac Biblie i sluchajac Ducha Swietego moge Go coraz lepiej poznawac. Duch Swiety objawia mi znaczenie tego co czytam, kiedy tylko otwieram sie na Jego dzialanie.
Odnalazlem jedynego prawdziwego Boga i wiem, ze On jest nieskonczona i najdoskonalsza miloscia. Wiem, ze to On jest odpowiedzia na wszystkie moje problemy i niepokoje. W Nim moge zawsze znalezc oparcie.
Andrzej Gajewski
