Poniewaz byla jakas tam watpliwosc odnosnie wyrzucania przeze mnie demona, dlatego postanowilem o tym napisac. Bylo to 5 lat temu w Krakowie, w czasie wakacji. Nie wszyscy je mieli - ja akurat pracowalem w firmie Fortech sp. z o.o. majacej swoja siedzibe przy ul. Wroclawskiej (gdyby ktos chcial to sprawdzic, ze takowa istnieje).
Wstalem do pracy ok. 8.00 i naprawde goraco modlilem sie do Ducha Swietego by ogarnal mnie i napelnil.
Modlilem sie by On panowal nade mna, dzialal przeze mnie i odebral sobie chwale i czesc z mojego zycia w tym dniu. Stosunkowo dlugo pracowalem - wracalem do domu ok. 19-tej. Przechodzilem przejsciem podziemnym kolo dworca - szedlem na tramwaj, by dostac sie na osiedle Dywizjonu 303.
Na skraju przejscia od strony Rynku, Krisznowcy (wyznawcy Hare Kriszna) rozdawali za darmo jedzenie. Nie mialem ochoty do nich podchodzic chociaz bylem glodny ale wtedy przyszla mi do glowy mysl: "Nic co wchodzi do czlowieka nie czyni go nieczystym". Pomyslalem "dlaczego nie?" i podszedlem sie poczestowac.
Przy okazji zagadnalem jednego z Krisznowcow - bylem troche ciekawy tych ludzi, bo juz wczesniej wiedzialem, ze po pewnym stopniu wtajemniczenia sa opetani - przyjmuja do swojego zycia duchy przewodniki, demony. Zdziwilem sie mocno, gdy ten ni z gruszki ni z pietruszki wypalil: "O! Pan nas zna!" i poszedl sobie. ?:)
Nastepnie czestowalem sie ich jedzeniem stojac mniej wiecej w srodku przejscia podziemnego.
W pewnym momencie w grupie kilku (dokladnie 5) mlodych osob, w wieku ok. 20 lat, ktore rowniez poczestowaly sie tym jedzeniem nastapilo zamieszanie - akurat gdy przechodzili obok mnie jeden z chlopakow zaatakowal drugiego uderzajac go otwarta dlonia w twarz. Zabrzmialo to jak wystrzal z pistoletu. Ponadto popychal go w kierunku sciany - wygladalo to coraz grozniej.
Pierwszym moim odruchem byla ucieczka - nie wiedzialem w jaki sposob moglbym pomoc a nie chcialem byc wciagniety w bijatyke. Odwrocilem sie i wtedy mialem wrazenie jakby Ktos wzial kontrole nad moim cialem - nie panujac nad tym co robie odwrocilem sie w kierunku bijatyki i normalnym glosem powiedzialem trzy razy: "zwiazuje cie demonie w imieniu Jezusa" po czym znow odwrocilem sie do pozycji ucieczki. Wtedy odzyskalem kontrole nad moim cialem.
W czasie tej sytuacji mialem swiadomosc tego co sie dzieje, dlatego zaraz sprawdzilem jaki byl skutek wypowiedzianych slow. Chlopak, ktory atakowal pochylil sie raz, potem drugi raz trzymajac sie za glowe tak, jak trzyma sie przy poteznym bolu.
Nastepnie wyprostowal sie i natychmiast zaczal przepraszac zaatakowanego za to co zrobil. Bylo to tak szczere, ze tamten nie mial zadnych oporow co do tego, przyjal przeprosiny i poszedl sobie razem z jedna z dziewczyn. Pozostale trzy osoby rowniez sie ulotnily.
Wszystko to bardzo mnie zaskoczylo, ale dzisiaj rozumiem dlaczego musialo sie odbyc w taki sposob. Bog nie mial innego sposobu by przekonac mnie, ze moge i powinienem wiazac sily ciemnosci w sytuacjach gdy widac ich dzialanie. Sam z siebie nie zrobilbym tego co zrobilem i dlatego jestem wdzieczny mojemu Panu, Jezusowi Chystusowi za to, ze wysluchal mojej modlitwy, napelnil mnie Duchem Swietym i zapanowal nad moim cialem.
Nigdy wiecej nie zdarzylo sie by Duch Swiety w podobny sposob przejal panowanie nade mna choc wiem, ze czesto nieswiadomie dzialalem zgodnie z Jego sugestiami, myslami czy pomyslami.
Chwala Bogu !
Marek Widzyk
Marek.Widzyk@comarch.pl
