Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     FILMOTEKA
Bond Bondem ale kto został asystentem "Q" ?!"
Wejdź na Modrzew Skocz na Film


"ŚWIAT TO ZA MAŁO"

THE WORLD IS NOT ENOUGH    (1999)

REŻYSERIA
Michael Apted

SCENARIUSZ
Neil Purvis
Robert Wade
Dana Stevens
Bruce Feirstein

ZDJĘCIA
Adrian Biddle

MUZYKA
David Arnold

SCENOGRAFIA
Peter Lamont

MONTAŻ
Jim Clark

KOSTIUMY
Lindy Hemming

EFEKTY SPECJALNE
Chris Corbould

PRODUKCJA
Michael G. Wilson
Barbara Broccoli

OBSADA
James Bond - Pierce Brosnan
Renard - Robert Carlyle
Elektra King - Sophie Marceau
M - Judi Dench
Q - Desmond Llewelyn
R - John Cleese
Christmas Jones - Denise Richards
Panna Moneypenny - Samantha Bond
Charles Robinson - Colin Salmon
Valentin Zukovsky - Robbie Coltrane
Cigar Girl - Maria Grazia Cucinotta
Gabor - John Seru
Bull - Goldie
Pułkownik Akakievich - Claude-Oliver Rudolph
Bill Tanner - Michael Kitchen
Sasha Davidov - Ulrich Thomsen
Dr Molly Warmflash - Serena Scott Thomas
Lachaise - Patrick Malahide
Sir Robert King - David Calder
i inni

Produkcja
Albert R. Broccoli's Eon Productions
Wielka Brytania,USA - 1999

Czas projekcji - 123 min.



O filmie...

    Nie przypadkiem ten film o przygodach agenta 007 przygotowywano tak starannie. Wprawdzie jego światowa premiera odbyła się w listopadzie, ale na ekrany nieamerykańskie wchodzi w styczniu 2000 roku, mocno podkreślając swoje przesłanie, zaznaczone w tytule roboczym "Bond 2000". Tym samym doczekaliśmy się najdłuższego serialu w dziejach kina - żaden z dotychczasowych nie łączył postacią swego bohatera dwóch stuleci.
   "Świat to za mało" jest dokładnie tym, czym była większość poprzednich i będzie każdy następny "bond" - wybuchową mieszanką kina akcji wspartego efektami specjalnymi i licznymi gadżetami z niezbyt precyzyjnym, jeśli chodzi o realia (wszak nie dla fabuły się Bonda ogląda!), choć precyzyjnie wyważonym, gdy idzie o proporcje atrakcji do akcji scenariuszem i specyficznym poczuciem humoru, z elementami demonstracyjnego machizmu i niewyszukanego antyfeminizmu. A wszystko po to, by na dwie godziny zapomnieć o świecie realnym spoza ekranu, lecz wyjść z kina pokrzepionym i głęboko przekonanym, że dopóki istnieje Bond - jesteśmy bezpieczni.
   Od chwili upadku muru berlińskiego światowe kino sensacyjne szuka realnego wroga, ale w obecnej sytuacji politycznej znaleźć go bardzo trudno. Ponownie więc ognisko światowego zagrożenia umieszczone zostaje w trudno dostępnej Nibylandii, gdzieś w Azerbejdżanie czy Kazachstanie (dokąd wprawdzie wybrała się ekipa realizacyjna, lecz i tak ujęcia ze stoków Kaukazu kręcono na Mont Blanc), gdzie o broń jądrową łatwiej niż o chleb. Tym razem wrogiem numer 1 jest bezwzględny terrorysta, nazywający siebie "Anarchistą", co nie wymaga żadnych dodatkowych wyjaśnień. Bond wprawdzie nie zdąży ochronić przed nim jądrowych pocisków, ale ostatecznej katastrofie zapobiegnie, choć tym razem będzie musiał pokonać wyjątkowo trudną przeszkodę.
   Trudność tej przeszkody bierze się stąd, że na drodze Pierce'a Brosnana, kreującego agenta 007 po raz trzeci, staje Sophie Marceau - aktorka o niebo lepsza nie tylko od większości "dziewcząt Bonda", ale i od samego Brosnana. Tu jeszcze raz dowodzi swych wielkich możliwości, których - zdaje się - nie przewidzieli ani scenarzyści filmu, ani producenci serialu. Mimo skromnego i raczej schematycznego materiału dramatycznego, Marceau nakreśliła pełną temperamentu i pociągającego uroku postać, zasługującą na znacznie więcej niż jej zaoferowano. Ale to nie jedyne potknięcie twórców: "Świat to za mało" popycha wprawdzie utartą formułę coraz bardziej w stronę autoironii, ale niestety nie przekonuje, że w nadchodzącym stuleciu ożywi to mocno już nadwerężony schemat.

/Kamil Rudziński/



Też o filmie...

    Jest nowy Bond, dziewiętnasty z kolei, trzeci z Piercem Brosnanem w roli głównej. Ani lepszy, ani gorszy od kilku poprzednich: ten sam schemat fabularny wypełniony nową, ale możliwą do przewidzenia, treścią. Wzór na Bonda wygląda w wielkim skrócie następująco: agent 007, który właśnie zakończył brawurowo akcję, dostaje z centrali nowe pilne zadanie, wiążące się z koniecznością podróży do któregoś z egzotycznych miejsc na kuli ziemskiej, gdzie jakiś szaleniec wpadł właśnie na obłąkańczy pomysł, by wysadzić w powietrze miasto, a jak jest ambitny, to całą kulę ziemską. Agent Jej Królewskiej Mości udaje się tam niezwłocznie i rozpracowuje przeciwnika, posługując się swą nieprzeciętną inteligencją, pomysłowymi gadżetami oraz pięknymi kobietami. Happy end obowiązkowy - Bond zwycięzca z nową branką w ramionach melduje wykonanie zadania. Ciąg dalszy nastąpi. W filmie "Świat to za mało" mamy prawie wszystkie elementy układanki: akcja zaczyna się w Bilbao, potem jest Londyn i brawurowy pościg wodami Tamizy, następnie przenosimy się do Azerbejdżanu i Stambułu, w którym zresztą Bond już kiedyś był, bo to bardzo fotogeniczne miasto. Tym razem chce je zniszczyć międzynarodowy terrorysta Renard, który w ogóle nie odczuwa bólu - kolejne monstrum w bondowskiej galerii czarnych charakterów. Jest podejrzenie, iż Renard zaatakuje piękną Electrę King (Sophie Marceau), właścicielkę pól naftowych w Azerbejdżanie, skąd ropa ma popłynąć rurociągiem do Stambułu i dalej do Europy. Bond, który w pierwszej scenie filmu nie zapobiegł śmierci ojca Electry, teraz osłania ją, co nie okaże się proste, ale wiedzieliśmy o tym z góry. Tym razem jednak sprawa komplikuje się bardziej niż zwykle, i to za sprawą kobiety, co zmusza Bonda do zachowań nie licujących z manierami agenta Jej Królewskiej Mości. Piszę trochę niejasno, żeby nie zepsuć czytelnikom przyjemności oglądania filmu, niemniej zaskoczenie jest duże. Tego się w każdym razie po Bondzie nie spodziewałem. A może to znak czasu? Strzałka na ukos oznacza w tym wypadku - dla amatorów bondowskiej serii.

/zp/

do góry

  © 2001-2003 Ireneusz Siwek

Strona główna Napisz do mnie Księga gości