|
|

GOŚCIE
WIKTOR Graham Chapman
IRIS Carol Cleveland
ARTUR PRZEZYWACZ Eric Idle
BRIAN RUWNIK John Cleese
AUDREY RUWNIK Terry Jones
PAN FRACHCIOREK Terry Giliam
PAN KUCHAREK Michael Palin
(małe, przytulne mieszkanko; nastrojowe, delikatne oświetlenie i taka sama muzyka; na kanapie siedzi Wiktor i Iris, którzy popijają z kieliszków; po chwili odstawiają kieliszki i patrzą na siebie; najwyraźniej mają się ku sobie)
WIKTOR Pogniewasz się... jeśli potrzymam twoją dłoń?
IRIS Ależ skąd.
WIKTOR Iris, jesteś taka piękna.
IRIS Mówisz szczerze?
WIKTOR Tak. Chyba zaczynam się w tobie zakochiwać.
IRIS O, Wiktorze!
WIKTOR To głupie, nie?
IRIS Ależ skąd, mój słodki Wiktorze.
WIKTOR Miałem na myśli to, że przez tyle miesięcy byliśmy tuż obok siebie w dziale zabawek i nigdy nie ośmieliliśmy się żeby...
IRIS O, Wiktorze!
WIKTOR O, Iris!
(przysuwają się do siebie; kiedy ma dojść do pocałunku, słychać dzwonek do drzwi)
WIKTOR Któż to może być?
IRIS Pozbądź się go.
WIKTOR Oczywiście. Zaraz wracam.
(wstaje i idzie do drzwi, które otwiera; w drzwiach ukazuje się Artur Przezywacz, ubrany w garnitur)
ARTUR PRZEZYWACZ Cześć!
(bezceremonialnie wchodzi do mieszkania)
WIKTOR Nnno... Cześć.
ARTUR PRZEZYWACZ Pamiętasz mnie?
WIKTOR Nie bardzo.
ARTUR PRZEZYWACZ Wysoki, chudy z wąsikiem... w pubie... jakieś trzy lata temu?
WIKTOR Nie przypominam sobie.
ARTUR PRZEZYWACZ Ależ tu ciemno.
(zapala główne światła i robi się ogromnie jasno; nastrój pryska)
Teraz lepiej. Powiedziałeś, że powinniśmy się jeszcze kiedyś napić, więc jestem.
(podchodzi do kanapy)
WIKTOR Dziś nie bardzo mam czas.
ARTUR PRZEZYWACZ (dostrzega Iris siedzącą na kanapie)
Siemanko.
(ściska dłoń Iris i tak mocno potrząsa, że biedna dziewczyna musi sobie masować ramię)
Jestem Artur Przezywacz. Z nazwiska, nie z natury. Zawsze tak mawiałem. Prawda Viccy?
WIKTOR Naprawdę?
ARTUR PRZEZYWACZ Twoja żonka?
WIKTOR Właściwie... to nie.
ARTUR PRZEZYWACZ Kapuję! Nic się nie martw Viccy, też lubię czasem zadupczyć na boku.
WIKTOR Co proszę?!
ARTUR PRZEZYWACZ Mogę zmienić płytę?
(Artur zdejmuje płytę z talerza gramofonu i rzuca ją na podłogę)
WIKTOR My ją nastawiliśmy!
ARTUR PRZEZYWACZ Fajny kawał słyszałem w pubie. Co to jest: długie, czerwone niedomyte i staje? Co takiego?!
WIKTOR Słucham?
ARTUR PRZEZYWACZ Długie, czerwone, niedomyte i staje. Tramwaj! Fajny kawał, nie?
(nastawia nową płytę i rozbrzmiewa, bardzo głośno, marsz "Washington Post")
Teraz lepiej. Nie przejmujcie się mną, zaczekam, aż skończycie.
(słychać dzwonek do drzwi)
WIKTOR Co za dzień!
ARTUR PRZEZYWACZ Otworzę, to moi kumple. Pozwoliłem sobie ich zaprosić.
WIKTOR Chcemy spędzić cichy wieczór w samotności!
ARTUR PRZEZYWACZ Im to nie będzie przeszkadzało, mają nowoczesne poglądy.
(podchodzi do drzwi i otwiera je, wpuszczając do środka pana Ruwnika /typ "mafioso"/ i jego żonę /typ "głupia baba"/)
BRIAN RUWNIK Dobry wieczór. Nazywam się Ruwnik. Brian Ruwnik. Jak ten wokół globusa, tyle że przez "u otwarte".
(Ruwnik i jego żona śmieją się jak debile)
A to moja żona Audrey. Trochę śmierdzi, ale ma złote serce.
(Ruwnik i jego żona śmieją się jak debile)
WIKTOR To chyba jakieś nieporozumienie...
BRIAN RUWNIK A to kto?
WIKTOR Kto?
BRIAN RUWNIK Co to za cizia? Wystrzałowe balony. Nie mam pytań!
(kładzie swoje łapsko na biuście Iris i całuje ją w usta; Iris krzyczy rozpaczliwie i podrywa się z kanapy)
Zamknij się głupia dziwko, to tylko zabawa.
WIKTOR Chwileczkę...
BRIAN RUWNIK Kopsnij dżin.
ARTUR PRZEZYWACZ Już podaję.
(Artur rusza w kierunku barku; Wiktor za nim)
WIKTOR Zostaw te drinki!
AUDREY RUWNIK A dla mnie trzy konserwowane fasolki!
BRIAN RUWNIK Zakazałem ci, żreć fasolkę, zdziro jedna!
AUDREY RUWNIK Chcę tylko trzy puszki!
BRIAN RUWNIK Stul ryj, szmato!
(Ruwnik i jego żona śmieją się jak debile)
Zabawny ze mnie gość, nie? Gdzie mój dżin?
(Artur podaje mu szklankę; słychać dzwonek do drzwi)
WIKTOR A to kto, do cholery?!
BRIAN RUWNIK Pozwoliłem sobie, zaprosić starego kumpla. Żona mu wykitowała i jest trochę przybity, biedaczysko. Pozwolisz?
ARTUR (otwiera drzwi)
Proszę.
(ciotowatym pląsem wbiega pan Frachciorek, który jest umalowany, ubrany w slipy z cekinami i białe kalosze)
PAN FRACHCIOREK Jezuśku! Ależ tu paskudnie!
BRIAN RUWNIK Niezbyt miło, to fakt. Kapkę miętówki dla mojego kumpla. Jak się masz, stara cioto?
(siada na fotelu)
Ależ tu niewygodnie...
(wstaje i spogląda na siedzisko fotela)
Nic dziwnego, usiadłem na kocie.
(bierze z fotela martwego, rozgniecionego kota i rzuca go na podłogę; Iris płacze)
PAN FRACHCIOREK Przyprowadziłem z sobą fantastycznego gościa, którego poderwałem pod "Odeonem".
BRIAN RUWNIK Seksowny?
(wchodzi pan Kucharek /typ "Ken Łajdak"/ z kozłem; Frachciorek obejmuje go ramieniem)
PAN KUCHAREK Wziąłem z sobą kozła, bo źle się czuje. Miejmy nadzieję, że nie nabrudzi na dywan.
BRIAN RUWNIK No mała, wyskakuj z ciuchów.
(Iris wybiega z krzykiem)
Kurcze, nie imprezowa panienka!
(siada na fotelu, który rozsypuje się pod jego ciężarem; Audrey śmieje się jak debilka, lecz po chwili poważnieje)
AUDREY RUWNIK Nasikałam w majtki!
PAN KUCHAREK Kozioł się zesrał.
(do mieszkania wchodzi spora grupka mężczyzn w górniczych kaskach i mówią jeden przez drugiego)
WIKTOR Wynoście się, wszyscy! No już, wynocha!
BRIAN RUWNIK (poważnym, obrażonym tonem)
Co proszę?
WIKTOR Wyrzucam was! Nie życzę sobie zboczeńców w moim domu! Daję wam trzydzieści sekund, a potem dzwonię po policję!
BRIAN RUWNIK Nie podoba mi się ten ton.
(wyjmuję rewolwer i strzela do Wiktora, który pada martwy na podłogę)
No to dzyń, dzyń, dzyń.
(wszyscy zaczynają śpiewać kolędę "Ding Dong Merrily on High")
WSZYSCY Dzyń, dzyń, radość na wysokościach,
niebiańskie biją dzwony.
Dzyń, dzyń, dzyń, anielski słychać śpiew.
Gloria, Hosanna in excelsis!
(cięcie; It's Man; słychać jak ludzie krzyczą po hiszpańsku: "Uwaga lamy!";pojawiają się napisy końcowe It's Man ucieka do lasu)

NAPISY KOŃCOWE
Tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Tłumaczenie dodatkowe lub alternatywne: Ireneusz Siwek
Spisał: Marcin Gutek
Uzupełnił i zHTMLizował: Ireneusz Siwek
    
|