Hej :)
Mam na imię Marek. W tym roku skończę 30 lat.
Mój przyjaciel, Hugo, prosił mnie o napisanie świadectwa mojego nawrócenia.
A było to tak ...
Przed.
Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Moja mama była osobą religijną i przez to od małego byłem przyzwyczajony do chodzenia na majówki, nabożeństwa dla dzieci nie mówiąc już o niedzielnej mszy świętej. Z całej jej religijności najlepsze było śpiewanie pieśni - rano, budząc się słyszałem
jak śpiewa w kuchni. Słowa niektórych z tych pieśni wydają mi się dziś śmieszne, ale nie to było najistotniejsze. W jej śpiewie było dużo nadziei i zaufania, nadziei ze ten nowy dzień będzie lepszy niż poprzedni, zaufania ze Bóg patrzy z nieba na nasze życie i chroni nas od diabla, nadziei
ze jej mąż a mój ojciec przestanie pić ...
Później przyszedł czas na wyjazdy na rekolekcje apostolskie (1 tydzień w wakacje i 1 tydzień w ferie zimowe). Odbiegając na chwilkę od głównego nurtu: rekolekcje nazywały się dość szumnie bo nie potrafiliśmy na nich zewangelizować nawet samych siebie - tylko przez tydzień co pół roku byliśmy święci a potem następował powrót do starych rzeczy i nikt nie rozumiał dlaczego. Musze tu wspomnieć, że na rekolekcje jeździli moi starsi bracia (2) i moje starsze siostry (2), i to zachęciło mnie do tych wyjazdów.
Wszystkie te rzeczy: rekolekcje, msze itp. nie spowodowały poważnych zmian w moim życiu.
A co było w tym dobre ?
Zamiast pić, szlajać się po knajpach i podrywać panienki na dyskotece jak robili to moi kumple ze szkoły (w większym albo mniejszym stopniu) spędzałem czas w gronie ludzi którzy czegoś chcieli, do czegoś zmierzali, a przynajmniej spędzali czas w kulturalny sposób. Poza tym spędzałem tydzień w fajnym miejscu: Bukowina Tatrzańska, Miętustwo, Kasinka Mała, Międzybrodzie Bialskie - Ponikiew. Fajne ośrodki, przyjemne miejsca i zawsze 1 lub 2 wycieczki w góry bądź przynajmniej dłuższe spacery po okolicy (był wolny czas po południu).
A co było w tym złe ?
Rekolekcje, a szczególnie kazania coniedzielne narzuciły mi pewne prawo: to rób, tamtego nie rób, to jest dobre, tamto złe itd. Nie dostałem jednak żadnej mocy, żeby to wykonać, nie miałem żadnej siły, wiary,
niczego co mogłoby mi pomóc zrealizować to co święcie co pól roku przyrzekałem. Krótko mówiąc wpędzano mnie tam skutecznie w potępienie (myślenie o sobie źle, negatywnie, ciągłe grzebanie się w swoich grzechach).
Wtedy.
Narodziłem się na nowo, bo kolega zaprosił mnie na spotkanie odnowy w Duchu Św. w Bielsku. Byłem tam raz, było wezwanie by każdy, kto chce by jego Panem był Jezus uklęknął i prosił Go o to, zrobiłem to i byłem zbawiony !
Potem.
Potem myślałem, ze moje życie stanie się łatwiejsze, niestety, dopiero się zaczęło ...
Zostawiłem to wszystko na pewien czas (5 lat) i poszedłem na studia. Dalej byłem religijny, chodziłem do kościoła, przed każdą spowiedzią czułem się potępiony itd. Muszę jednak powiedzieć że od tego pamiętnego dnia Ktoś ingerował w moje życie, Ktoś błogosławił mnie (np. świetnie mi szło w szkole i na studiach), Ktoś się mną zajmował chociaż ja tylko od czasu do czasu Go o to prosiłem i to był mój jedyny kontakt z Nim. Aż wszystko się załamało.
Mając 22 lata stwierdziłem, że życie nie ma dla mnie sensu. Nie interesowało mnie robienie kariery naukowej choć po pierwszym roku studiów miałem średnią 4,83 a z samych egzaminów 5.0 (nie było wtedy szóstek), nie interesowało mnie małżeństwo i ogóle bycie z kimś, bo nie widziałem w tym nic ciekawego poza seksem, a nawet seks nie pociągał mnie tak by żyć z tego powodu. Doszedłem do miejsca, kiedy zacząłem się zastanawiać czy nie popełnić samobójstwa. I wtedy podjąłem decyzję: albo Bóg jest inny niż ten, którego znalem - odległy, czasem ingerujący w nasze życie a czasem nie, kochający inaczej, obcy, albo popełniam samobójstwo. I wtedy na nowo zacząłem Go szukać: czytać książki, rozmawiać z ludźmi, obserwować to co działo się wokół mnie : świat, życie, ludzi, ich cele, dążenia itp. Po pewnym czasie (1/2 roku) trafiłem na spotkanie chrześcijan z odnowy w Duchu Św., zacząłem czytać biblię, potem spotkania biblijne w Ruchu Nowego Życia itd.
Teraz.
Przez te kilka ostatnich lat uczyłem się ufać Jezusowi, tylko tyle, ufać Jemu w swoim życiu,
każdego dnia bardziej Mu ufać, Jego Słowu, Jego objawieniu, Jego działaniu, Jego mocy, Jemu.
A Bóg mi błogosławił: mam dobrą pracę, mam dobrą żonę (od 2 miesięcy), mam sensowny Kościół
(nie używam słowa "dobry" bo w pewnym sensie wszystkie Kościoły są dobre), mam tytuł mgr inż. a przede wszystkim mam wizję od Boga dla mojego życia. To ostatnie jest o tyle ważne,
że definiuje moją drogę, ukierunkowanie, styl życia a nawet małżeństwo - wiem, że ożeniłem się
z dziewczyną, z którą mogę to zrealizować.
Co można jeszcze powiedzieć ?
Że Bóg błogosławi moją rodzinę ze względu na mnie i przez moją modlitwę za nich ?
Tak. Można tak powiedzieć.
Fakty:
a) mama - narodzona na nowo (jeżeli nie wcześniej to na pewno przy mnie), ochrzczona Duchem Świętym
b) tata - narodzony na nowo, pije z umiarem, przeżył szczęśliwie dwie operacje serca (przy każdej
mógł z powodzeniem umrzeć)
c) najstarszy brat, Jurek - narodzony na nowo, żona, dwóch synów i córka, stanowisko: Szef Kancelarii Premiera RP, lat 41
d) starsza siostra, Ela - narodzona na nowo ? (chyba jeszcze nie ale już blisko) mąż, córka, stanowisko:
profesor uniwersytetu górniczego w Kalgoorlie (Australia), ostatnio dostała nagrodę uniwersytetu za 1999 rok - najlepsza w dziedzinie osiągnięć naukowych (wśród kobiet), lat 39
e) druga siostra, Krysia - narodzona na nowo, ochrzczona Duchem Św., kończy studia, lat 37
f) drugi brat, Andrzej - narodzony na nowo, radny w Żywcu (przewodniczący jakiejś komisji - nie pamiętam w tej chwili jakiej), nauczyciel historii (studia: KUL), szef biura poselskiego Jurka, żeni się na przełomie lipca/sierpnia, lat 35
Mogę was zapewnić że 7 lat temu nie wyglądało to tak różowo.
A poza tym to jest czadowo - najbardziej lubię konfrontacje z demonami, tylko raz wyrzucałem demona z człowieka ale było po prostu suuuppeeeeerrrrr :)
Mówię Wam Bóg jest cudowny :)
Marek
Marek Widzyk
Inżynier Systemowy/System Engineer
ComArch S.A., Kraków, Poland
mailto:Marek.Widzyk@comarch.pl
