|
JOHN CLEESE W "TELE ŚWIECIE"
|
Był duchowym ojcem Monty Pythona
John Cleese mógłby spokojnie spocząć na laurach. Widzowie na całym świecie zawsze i bezbłędnie będą go kojarzyć z Monty Pythonem i większość z nich ledwo sobie przypomni, że Cleese to również ten od "Rybki zwanej Wandą" czy "Frankensteina". Ale Cleese kocha bawić ludzi i nikt go nie przekona, że ma tego nie robić. I dobrze. W końcu Monty Python to oprócz braci Marx najbardziej znana grupa komediowa dwudziestego stulecia. Specyficzny humor ich filmów, począwszy od "Latającego Cyrku Monty Pythona" aż po "Sens życia wg Monty Pythona", to w dużej mierze zasługa Cleese'a. Nie tylko wystąpił w nich wszystkich i współtworzył scenariusze, ale przede wszystkim, jak przyznają komicy Monty Pythona, był ich duchowym ojcem.
Cleese wspomina, że jego rodzice mieli, delikatnie mówiąc, umiarkowane poczucie humoru. Lekkość, dowcip, śmiech były dla nich czymś złym. Młody John miał obrać poważną drogę życiową. Skończył więc prawo na Uniwersytecie Cambridge, ale miast praktykować w zawodzie, zaczął w radiu BBC... rozśmieszać słuchaczy.
Na początku lat 70., gdy Monty Python był w Wielkiej Brytanii u szczytu sławy, Cleese postanowił wystartować z własnym sitcomem "Fawlty Towers" ("Hotel Zacisze" - przyp. JMM). Współtworzyła go jego żona (Connie Booth - przyp. JMM). Niestety, ich małżeństwo nie wytrzymało tej próby i rozpadło się po kilku latach. Cleese wpadł w depresję. Do dziś przekonuje: - W takich przypadkach nie ma co czekać, aż spłynie na ciebie fala dobrego nastroju, tylko trzeba natychmiast pójść po pomoc do psychoterapeuty. Cleese zainteresował się wtedy psychologią i odzyskał formę. Kilka lat później tak oczarował pewną terapeutkę, że została jego żoną. Razem stale kursują pomiędzy dwoma domami: w Londynie i w Kalifornii. Cleese ma Brytyjczyków serdecznie dosyć: "Stale narzekają, a to na moje przeszczepione włosy, a to na karierę za oceanem. Szczerze mówiąc, wolę mieszkać w Stanach. Tu się mnie nikt nie czepia."
inne artykuły
Magazyn "Tele Świat" nr 38/2001
Artykuł nadesłał J.M.Masłowski
|