|
|

SKLEP MONOPOLOWY (PORA NA DENNISA MOORE'A)
KLIENT Eric Idle
SPRZEDAWCA John Cleese
GRANTLEY Michael Palin
BUCKINGHAM Terry Jones
PIERWSZA DAMA Carol Cleveland
DENNIS MOORE John Cleese
WIEŚNIAK Michael Palin
WIEŚNIACZKA Terry Jones
[zbliżenie na twarz klienta deklamującego wiersz]
KLIENT "..Lecz trwoga nie jak moneta złota,
tak rozszerza źrenicę oka,
że fortuna już do pocałunku gotowa
z odwiecznych poszukiwań może zrezygnować,
by igrać z drapieżnym uderzeniem czasu,
a wówczas nie dokona się
i nawet kogut pociągnąć może niedziele dwie..."
[cięcie; wnętrze sklepu; klient, ubrany w długi płaszcz stoi przed małą ladą, za którą stoi sprzedawca w fartuchu; za sprzedawcą znajdują się półki z butelkami]
SPRZEDAWCA To fajnie, ale tu jest sklep monopolowy.
KLIENT No to poproszę butelkę Sherry.
SPRZEDAWCA Służę. Amontillado?
KLIENT Może być Amontillado. Dorodny zbiór z Plutona wzgórz, owoc winnych soków hiszpańskiej ziemi, dojrzały ognistym blaskiem słońca...
SPRZEDAWCA Życzy pan sobie jedną butelkę?
KLIENT Butelczynę...
[sprzedawca odwraca się do półek z butelkami]
...tylko krztynę...[sprzedawca bierze jedną butelkę] ...odrobinę...
SPRZEDAWCA [odwraca się i stawia butelkę na ladzie]
Służę. Funt się należy.
KLIENT [wyciąga z prawej kieszeni płaszcza banknot i kładzie go na ladzie]
Funt się należy
i funt przybieży.
Funt utracony
i funt odnaleziony...
SPRZEDAWCA Przepraszam pana?
KLIENT Słucham mój zbawco,
panie sprzedawco,
promili wybornych dostawco.
SPRZEDAWCA Jest pan może poetą?
KLIENT Nie. Jestem prawnikiem, uczonym w piśmie, prawo znam. Doradzam czasem tu i tam...
SPRZEDAWCA Zamknij się.
KLIENT Przepraszam. Chyba zaraziłem się poezją.
SPRZEDAWCA Naprawdę? To jeszcze nic. Ja cierpiałem na nowele.
KLIENT Serio? Kiedy?
SPRZEDAWCA Dawno, dawno temu... żył sobie w Wiltshire młodzieniec zwany Dennis Moore.
[obraz zaczyna falować]
Z zawodu był rozbójnikiem, już od wielu miesięcy okradał bogatych, aby wspomagać biednych.
[falujący obraz klienta i sprzedawcy przechodzi w obraz Dennisa Moore'a, który jedzie na koniu, ciągnąc za sobą wielki wór]
Pewnego dnia...
[podjeżdża przed chatkę wieśniaków gdzie zostawia wór]
DENNIS MOORE To znowu ja, panie Jenkins!
[z chatki wychodzi para elegancko i bogato ubranych wieśniaków]
Jeszcze tu wrócę!
[odjeżdża; cięcie; sala balowa w pałacu, ogołocona z wszelkich kosztowności; wszyscy arystokraci siedzą w bieliźnie i jedzą łyżkami zupę z misek; przed siedzącymi stoi wiklinowy kosz z łubinem]
GRANTLEY Tymczasem Fryderyk Wilhelm zaangażował się w obronę Śląska przed trzema wielkimi mocarstwami. Zdobył go w wojnie z Austrią.
PIERWSZA DAMA Pamiętam, był uzależniony od dziesięcin...
[słychać odgłos rozbijanego szkła; Dennis Moore wpada przez okno na linie]
DENNIS MOORE Panie i panowie, wstawajcie.
[nikt nie reaguje; wszyscy nadal jedzą zupę]
Zmuszony jestem domagać się posłuszeństwa, w przeciwnym razie strzelę wam dokładnie między oczy.
[wszyscy gwałtownie wstają]
Może nie całkiem dokładnie, w końcu nie muszę być tak drobiazgowy. Jeśli trafiłbym na przykład tutaj...
[pokazuje miejsce na głowie lorda Buckinghama]
...też by wystarczyło. Wcale nie muszę się wysilać, żeby trafić w skrzyżowanie nosa i linii łączącej źrenice. Z mojego punktu widzenia...
PIERWSZA DAMA Czego chcesz panie, po co tu jesteś?
DENNIS MOORE A po co my wszyscy tu jesteśmy? Jak się zastanowić, wszystko jest bez sensu... Czego my właściwie chcemy?
BUCKINGHAM A czego ty chcesz teraz?
DENNIS MOORE Tego co każdy. Skromnego dachu nad głową, odpowiedniej dziewczyny...
GRANTLEY Nie, nie! Czego chcesz od nas?
DENNIS MOORE Przepraszam! Złota, srebra i klejnotów.
BUCKINGHAM Wszystko już zabrałeś!
PIERWSZA DAMA Tylko to nam zostało.
[pokazuje srebrną łyżkę, którą jadła zupę]
DENNIS MOORE Ładne, biorę.
[zabiera wszystkim łyżki]
BUCKINGHAM [bierze z kosza gałązkę łubinu]
Zabierz także ten cholerny łubin!
DENNIS MOORE Dziękuję, ale tę fazę mam już za sobą.
[Dennis Moore jedzie na koniu]
CHÓR Dennis Moore, Dennis Moore i tak dalej...
[podjeżdża do chatki wieśniaków i zsiada z konia; cięcie; wnętrze chatki wieśniaków; na ścianach wiszą obrazy, które jeszcze niedawno wisiały w sali balowej pałacu; Dennis Moore wchodzi przez drzwi]
WIEŚNIAK Co nam dzisiaj przywiozłeś?
DENNIS MOORE [pokazuje srebrne łyżki]
Cztery śliczne, srebrne łyżki panie Jenkins.
WIEŚNIAK [bierze od Dennisa łyżki i ogląda z dezaprobatą]
Za kogo się uważasz, że dajesz nam, biedakom taką tandetę!?
WIEŚNIACZKA [bierze od wieśniaka łyżki]
Cholerne srebro! Nie chcę tego tutaj!
[rzuca łyżki na podłogę]
A tamte lichtarze miały tylko szesnaście karatów!
WIEŚNIAK Może byś tak ukradł coś ładnego? Na przykład srebro weneckie?
WIEŚNIACZKA Albo Velasqueza do ubikacji.
DENNIS MOORE [wyraźnie zbity z tropu]
No dobra...
[cięcie; Dennis Moore jedzie na koniu]
CHÓR Dennis Moore, Dennis Moore,
przed siebie wyrywa,
Dennis Moore, Dennis Moore,
nikt mu nie przygrywa,
By bogatych wspierać,
biednych ludzi łupi,
palant głupi...
DENNIS MOORE [zatrzymuje konia]
Słucham?
CHÓR Zaśpiewaliśmy: "By bogatych wspierać, biednych ludzi łupi."
DENNIS MOORE Chwilunia... Kurcze blade! Ta redystrybucja dóbr jest bardziej zdradziecka niż myślałem!
[klaszczące stare baby]
ciąg dalszy odcinka nr 37
Tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Spisał: Janosz Dobrosz Dopisał i zHTMLizował: Ireneusz Siwek
    
|