Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     LATAJĄCY CYRK
     MONTY PYTHONA
Latający Cyrk Monty Pythona - Seria trzecia / Odcinek nr 37
Wejdź na Modrzew Spójrz na Wykaz Leć do Cyrku

  

SKLEP MONOPOLOWY
(PORA NA DENNISA MOORE'A)


KLIENT Eric Idle
SPRZEDAWCA John Cleese
GRANTLEY Michael Palin
BUCKINGHAM Terry Jones
PIERWSZA DAMA Carol Cleveland
DENNIS MOORE John Cleese
WIEŚNIAK Michael Palin
WIEŚNIACZKA Terry Jones


[zbliżenie na twarz klienta deklamującego wiersz]

KLIENT
"..Lecz trwoga nie jak moneta złota,
tak rozszerza źrenicę oka,
że fortuna już do pocałunku gotowa
z odwiecznych poszukiwań może zrezygnować,
by igrać z drapieżnym uderzeniem czasu,
a wówczas nie dokona się
i nawet kogut pociągnąć może niedziele dwie..."

[cięcie; wnętrze sklepu; klient, ubrany w długi płaszcz stoi przed małą ladą, za którą stoi sprzedawca w fartuchu; za sprzedawcą znajdują się półki z butelkami]

SPRZEDAWCA
To fajnie, ale tu jest sklep monopolowy.

KLIENT
No to poproszę butelkę Sherry.

SPRZEDAWCA
Służę. Amontillado?

KLIENT
Może być Amontillado. Dorodny zbiór z Plutona wzgórz, owoc winnych soków hiszpańskiej ziemi, dojrzały ognistym blaskiem słońca...

SPRZEDAWCA
Życzy pan sobie jedną butelkę?

KLIENT
Butelczynę...

[sprzedawca odwraca się do półek z butelkami]

...tylko krztynę...[sprzedawca bierze jedną butelkę] ...odrobinę...

SPRZEDAWCA
[odwraca się i stawia butelkę na ladzie]

Służę. Funt się należy.

KLIENT
[wyciąga z prawej kieszeni płaszcza banknot i kładzie go na ladzie]

Funt się należy
i funt przybieży.
Funt utracony
i funt odnaleziony...

SPRZEDAWCA
Przepraszam pana?

KLIENT
Słucham mój zbawco,
panie sprzedawco,
promili wybornych dostawco.

SPRZEDAWCA
Jest pan może poetą?

KLIENT
Nie. Jestem prawnikiem, uczonym w piśmie, prawo znam.
Doradzam czasem tu i tam...

SPRZEDAWCA
Zamknij się.

KLIENT
Przepraszam. Chyba zaraziłem się poezją.

SPRZEDAWCA
Naprawdę? To jeszcze nic. Ja cierpiałem na nowele.

KLIENT
Serio? Kiedy?

SPRZEDAWCA
Dawno, dawno temu... żył sobie w Wiltshire młodzieniec zwany Dennis Moore.

[obraz zaczyna falować]

Z zawodu był rozbójnikiem, już od wielu miesięcy okradał bogatych, aby wspomagać biednych.

[falujący obraz klienta i sprzedawcy przechodzi w obraz Dennisa Moore'a, który jedzie na koniu, ciągnąc za sobą wielki wór]

Pewnego dnia...

[podjeżdża przed chatkę wieśniaków gdzie zostawia wór]

DENNIS MOORE
To znowu ja, panie Jenkins!

[z chatki wychodzi para elegancko i bogato ubranych wieśniaków]

Jeszcze tu wrócę!

[odjeżdża; cięcie; sala balowa w pałacu, ogołocona z wszelkich kosztowności; wszyscy arystokraci siedzą w bieliźnie i jedzą łyżkami zupę z misek; przed siedzącymi stoi wiklinowy kosz z łubinem]

GRANTLEY
Tymczasem Fryderyk Wilhelm zaangażował się w obronę Śląska przed trzema wielkimi mocarstwami. Zdobył go w wojnie z Austrią.

PIERWSZA DAMA
Pamiętam, był uzależniony od dziesięcin...

[słychać odgłos rozbijanego szkła; Dennis Moore wpada przez okno na linie]

DENNIS MOORE
Panie i panowie, wstawajcie.

[nikt nie reaguje; wszyscy nadal jedzą zupę]

Zmuszony jestem domagać się posłuszeństwa, w przeciwnym razie strzelę wam dokładnie między oczy.

[wszyscy gwałtownie wstają]

Może nie całkiem dokładnie, w końcu nie muszę być tak drobiazgowy. Jeśli trafiłbym na przykład tutaj...

[pokazuje miejsce na głowie lorda Buckinghama]

...też by wystarczyło. Wcale nie muszę się wysilać, żeby trafić w skrzyżowanie nosa i linii łączącej źrenice. Z mojego punktu widzenia...

PIERWSZA DAMA
Czego chcesz panie, po co tu jesteś?

DENNIS MOORE
A po co my wszyscy tu jesteśmy? Jak się zastanowić, wszystko jest bez sensu... Czego my właściwie chcemy?

BUCKINGHAM
A czego ty chcesz teraz?

DENNIS MOORE
Tego co każdy. Skromnego dachu nad głową, odpowiedniej dziewczyny...

GRANTLEY
Nie, nie! Czego chcesz od nas?

DENNIS MOORE
Przepraszam! Złota, srebra i klejnotów.

BUCKINGHAM
Wszystko już zabrałeś!

PIERWSZA DAMA
Tylko to nam zostało.

[pokazuje srebrną łyżkę, którą jadła zupę]

DENNIS MOORE
Ładne, biorę.

[zabiera wszystkim łyżki]

BUCKINGHAM
[bierze z kosza gałązkę łubinu]

Zabierz także ten cholerny łubin!

DENNIS MOORE
Dziękuję, ale tę fazę mam już za sobą.

[Dennis Moore jedzie na koniu]

CHÓR
Dennis Moore, Dennis Moore i tak dalej...

[podjeżdża do chatki wieśniaków i zsiada z konia; cięcie; wnętrze chatki wieśniaków; na ścianach wiszą obrazy, które jeszcze niedawno wisiały w sali balowej pałacu; Dennis Moore wchodzi przez drzwi]

WIEŚNIAK
Co nam dzisiaj przywiozłeś?

DENNIS MOORE
[pokazuje srebrne łyżki]

Cztery śliczne, srebrne łyżki panie Jenkins.

WIEŚNIAK
[bierze od Dennisa łyżki i ogląda z dezaprobatą]

Za kogo się uważasz, że dajesz nam, biedakom taką tandetę!?

WIEŚNIACZKA
[bierze od wieśniaka łyżki]

Cholerne srebro! Nie chcę tego tutaj!

[rzuca łyżki na podłogę]

A tamte lichtarze miały tylko szesnaście karatów!

WIEŚNIAK
Może byś tak ukradł coś ładnego? Na przykład srebro weneckie?

WIEŚNIACZKA
Albo Velasqueza do ubikacji.

DENNIS MOORE
[wyraźnie zbity z tropu]

No dobra...

[cięcie; Dennis Moore jedzie na koniu]

CHÓR
Dennis Moore, Dennis Moore,
przed siebie wyrywa,
Dennis Moore, Dennis Moore,
nikt mu nie przygrywa,
By bogatych wspierać,
biednych ludzi łupi,
palant głupi...

DENNIS MOORE
[zatrzymuje konia]

Słucham?

CHÓR
Zaśpiewaliśmy: "By bogatych wspierać, biednych ludzi łupi."

DENNIS MOORE
Chwilunia... Kurcze blade! Ta redystrybucja dóbr jest bardziej zdradziecka niż myślałem!

[klaszczące stare baby]
ciąg dalszy odcinka nr 37

Tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Spisał: Janosz Dobrosz
Dopisał i zHTMLizował: Ireneusz Siwek

do góry

  © 2003 Ireneusz Siwek

Strona główna Napisz do mnie Księga gości