|
|

MARTWA PAPUGA
PAN PRALINA John Cleese
SPRZEDAWCA Michael Palin
BAGAŻOWY Terry Jones
PUŁKOWNIK Graham Chapman
ANIMACJA
(miotła zamiata kupkę ludzi jak śmiecie; zmiata ich poza krawędź przepaści; ludzie spadają do wielkiej maszynki do mięsa, której korbką kręci czyjaś ręka; z sitka maszynki wysuwają się cienkie paski, które okazują się być końcówkami włosów Wenus z obrazu Botticellego; cięcie; Wenus stojąca na muszli, spod której wysuwa się czyjaś ręka, pełznąca ku prawej piersi Wenus; następnie dłoń wykonuje ruch przy prawym sutki, tak jak się włączało stare radia; słuchać muzykę jazzową; Wenus zaczyna niesamowicie pląsać, a właściwie tylko jej nogi; po chwili wpada do wody i tonie)
KONIEC ANIMACJI
(cięcie; zbliżenie na akwarium, na którego dno opada Wenus z muszlą; odjazd kamery; akwarium stoi na ladzie sklepu zoologicznego, do którego wchodzi pan Pralina trzymający klatkę, w której leży papuga; sprzedawca schylony za ladą, usiłuje schować się na kasą sklepową)
PAN PRALINA
Dzień dobry, przyszedłem z reklamacją...
(sprzedawca nie reaguje)
Proszę pani.
SPRZEDAWCA (wyprostowuje się)
Co ma znaczyć to "proszę pani"?
PAN PRALINA
Przepraszam, mam katar. Przyszedłem z reklamacją.
SPRZEDAWCA
Mam przerwę obiadową.
PAN PRALINA
Nieważne kolego. Chcę zareklamować tę oto papugę, którą kupiłem w tym oto sklepiku, niecałe pół godziny temu.
SPRZEDAWCA
O tak, norweska błękitna. Coś z nią nie tak?
PAN PRALINA
Zaraz panu powiem, co z nią nie tak. Jest martwa, oto co z nią nie tak.
SPRZEDAWCA
Wcale nie, tylko drzemie. Niech pan spojrzy.
PAN PRALINA
Słuchaj kolego, umiem odróżnić martwą papugę od żywej.
(podnosi klatkę na wysokość oczu)
Ta jest martwa.
SPRZEDAWCA
Ależ skąd, proszę pana, ona tylko drzemie.
PAN PRALINA
Drzemie?
(opuszcza klatkę)
SPRZEDAWCA
Właśnie. Niezwykłe ptaki te norweskie błękitne. Piękne pióra. No nie?
PAN PRALINA
Upierzenie nie ma tu nic do rzeczy. Ta papuga jest martwa jak kamień!
SPRZEDAWCA
Nie, nie! Ona po prostu drzemie!
PAN PRALINA
Dobrze. Skoro drzemie, obudzę ją.
(podnosi klatkę na wysokość swojej głowy i krzyczy)
Polly! Mam dla ciebie smakowite śniadanko! Tylko się zbudź, papużko Polly!
SPRZEDAWCA (trąca klatkę)
Poruszyła się!
PAN PRALINA
Wcale nie. To pan trącił klatkę.
SPRZEDAWCA
Nic takiego nie zrobiłem!
PAN PRALINA
Zrobił pan!
(wyciąga papugę z klatki i przystawia ją sobie do ust)
Polly, Polly!
(uderza papugą o ladę)
Papużko Polly, obudź się!
(podrzuca papugę do góry; papuga jak kamień opada na podłogę)
To się nazywa martwa papuga.
SPRZEDAWCA
Nie, ona jest ogłuszona.
PAN PRALINA
Słuchaj kolego, mam już dość tej komedii. Ta papuga bezwarunkowo nie żyje! Gdy kupowałem ją niecałe pół godziny temu, zapewniał mnie pan, że jej totalny brak ruchu spowodowany jest zmęczeniem po długim i wyczerpującym skrzeczeniu.
SPRZEDAWCA
Przypuszczalnie usycha z tęsknoty za fiordami...
PAN PRALINA
Usycha z tęsknoty za fiordami?! Co pan mi tu wciska?! Dlaczego leży nieruchomo na grzbiecie, odkąd przyniosłem ją do domu?!
SPRZEDAWCA
Norweskie błękitne lubią kimać na grzbiecie. Przepiękny ptak, jakie śliczne upierzenie.
PAN PRALINA
Pozwoliłem sobie dokładniej obejrzeć tę papugę i stwierdziłem, że początkowo siedziała na żerdzi tylko dlatego, że była do niej przybita.
SPRZEDAWCA
No jasne, że była przybita. Inaczej powyrywałaby pręty i fru!
PAN PRALINA
Słuchaj no, koleś.
(stawia klatkę na podłogę i podnosi papugę)
Ta papuga nie zrobiłaby żadnego fru, nawet gdybym przepuścił przez nią cztery tysiące Voltów. Ona śpi cholernym snem wieczystym!
SPRZEDAWCA
Wcale nie, usycha z tęsknoty.
PAN PRALINA
Nie usycha, ale już uschła. Tej papugi już nie ma. Przestała istnieć. Odeszła na spotkanie ze swoim stwórcą. To zdechła papuga. Sztywniak. Opuściło ją życie. Teraz spoczywa w spokoju. Gdyby nie przybił jej pan do żerdzi, wąchałaby kwiatki od spodu. Strzeliła w kalendarz i śpiewa teraz w anielskim chórze. To już ekspapuga.
SPRZEDAWCA
No to wymienię ją panu.
PAN PRALINA (do kamery)
Ileż się trzeba nagadać, żeby w tym kraju coś załatwić.
SPRZEDAWCA (zagląda pod ladę)
Przykro mi, ale papugi się skończyły.
PAN PRALINA
No jasne. Wiedziałem...
SPRZEDAWCA (milczy chwilę)
Ale mam ślimaka.
PAN PRALINA
Czy on gada?
SPRZEDAWCA
Raczej nie.
PAN PRALINA
No to zamienił stryjek siekierkę na kijek.
SPRZEDAWCA (wręczając Pralinie wizytówkę)
Coś panu powiem, niech się pan wybierze do Bolton, do sklepu mojego brata. On wymieni panu tę papugę.
PAN PRALINA
W Bolton?
SPRZEDAWCA
No.
PAN PRALINA
Dobra.
(pan Pralina wychodzi ze sklepu; cięcie; ten sam sklep; sprzedawca poprawia sztuczne wąsy)
NAPIS (na tle): IDENTYCZNY SKLEP ZOOLOGICZNY W BOLTON, LANCASHIRE
(zbliżenie na drzwi, na których wisi tabliczka "IDENTYCZNY SKLEP ZOOLOGICZNY, Spółka z o.o."; pan Pralina, z papugą i wizytówką w dłoni, wchodzi do sklepu i wnikliwie, chociaż z niepewnością, rozgląda się dookoła; przygląda się sprzedawcy; zauważa pustą klatkę stojącą na podłodze; podnosi ją i kiedy stwierdza, że to ta sama, w której wcześniej była martwa papuga, wystraszony puszcza ją)
PAN PRALINA
Przepraszam. To jest Bolton. Prawda?
SPRZEDAWCA
Nie, Ipswich.
PAN PRALINA (do kamery)
Uroki kolei Inter City.
(wychodzi ze sklepu; zbliżenie na sprzedawcę, który nerwowo poprawia wąsy; cięcie; zbliżenie na tabliczkę z napisem "REKLAMACJE"; odjazd kamery; na ścianie, przy której stoi mężczyzna w stroju bagażowego, widnieje napis "DZIAŁ REKLAMACJI"; wchodzi pan Pralina)
PAN PRALINA
Przyszedłem z reklamacją.
BAGAŻOWY
Wcale nie muszę tego robić.
PAN PRALINA
Słucham?
BAGAŻOWY
Moja specjalność to neurochirurgia, ale lubię być panem swojego czasu.
PAN PRALINA
Pan wybaczy, ale co to ma do rzeczy?
BAGAŻOWY
Nie łatwo jest zapełnić pół czymś godziny programu.
PAN PRALINA
Przyszedłem z reklamacją. Wsiadłem do pociągu do Bolton, a znalazłem się w Ipswich.
BAGAŻOWY Jest pan w Bolton.
PAN PRALINA (do kamery, zdziwiony)
Brat właściciela sklepu mnie okłamał.
BAGAŻOWY
Brytyjska kolej za to nie odpowiada.
PAN PRALINA
Jeśli to Bolton, wracam do sklepu.
(wychodzi; cięcie; ten sam sklep)
NAPIS (na tle): CHWILKA PÓŹNIEJ Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ
PAN PRALINA
A więc jestem w Bolton.
SPRZEDAWCA
Tak.
PAN PRALINA
Powiedział mi pan, że to Ipswich.
SPRZEDAWCA
To był kalambur.
PAN PRALINA (ogląda się przestraszony)
Kangur?
SPRZEDAWCA
Nie, kalambur. Taki wyraz, który czyta się tak samo od przodu i od tyłu.
PAN PRALINA
Palindrom?
SPRZEDAWCA
Tak.
PAN PRALINA
To nie palindrom. Palindrom od Bolton brzmiałby Notlob... niestety.
SPRZEDAWCA
Czego pan chce?
PAN PRALINA
Przykro mi, ale nie zamierzam kontynuować swoich dociekań, bo to wszystko robi się zbyt głupie.
(wchodzi pułkownik)
PUŁKOWNIK
W pełni się z panem zgadzam. To jest głupie. Dobra, dawajcie dalszy ciąg programu. No już!

ciąg dalszy odcinka nr 8
Tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Tłumaczenie dodatkowe lub alternatywne: Ireneusz Siwek
Spisał i zHTMLizował: Ireneusz Siwek
    
|