Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     LATAJĄCY CYRK
     MONTY PYTHONA
Latający Cyrk Monty Pythona - Seria pierwsza / Odcinek nr 2
Wejdź na Modrzew Spójrz na Wykaz Leć do Cyrku



PORADNIA  MAŁŻEŃSKA


DORADCA Eric Idle
ARTUR PEWTEY Michael Palin
DEIRDRE - żona Artura (rola prawie niema) Carol Cleveland
CZŁOWIEK Z AMERYKI POŁUDNIOWEJ John Cleese
GŁOS John Cleese
(tabliczka na biurku z napisem "PORADY"; ręka zmienia ją na tabliczkę z napisem "MAŁŻEŃSKIE"; odjazd kamery; wnętrze biura; za biurkiem siedzi doradca, wypełniający jakieś dokumenty; przed biurkiem stoją dwa krzesła; pod ścianą stoi parawan)

DORADCA
(nie odrywając wzroku od dokumentów)

Następni!

(drzwi biura otwierają się i wchodzi niepozorny, niepewny siebie mężczyzna, ubrany w garnitur, wraz z sex-blond-bombą, ubraną w sukienkę mini w krzykliwych kolorach; podchodzą do biurka i siadają na krzesłach; doradca nie zwraca na nich uwagi, intensywnie wypełniając dokumenty; mężczyzna próbuje zajrzeć mu w oczy a potem puka w biurko; doradca podnosi głowę)

ARTHUR
Czy pan udziela porad małżeńskich?

DORADCA
Tak. Dzień dobry.

ARTUR
Dzień dobry.

DORADCA
(spostrzega blondynę; jest nią oczarowany)

Dzień dobry pani.

(przez chwilę wpatrzony w blondynę; potem na moment odwraca głowę w stronę mężczyzny)

Nazwisko?

(ponownie patrzy na blondynę, zafascynowany jej osobą)

ARTUR
Artur Pewtey z małżonką.

DORADCA
A jak na imię pańskiej czarującej małżonce? Zaraz... proszę nie mówić. To imię delikatne jak światło księżyca, niczym spojrzenie jej oczu. Delikatne i łagodne, ciepłe i uległe, głęboko liryczne, a także czułe i zatrwożone jak mały, biały króliczek.

ARTUR
Ma na imię Deirdre.

DORADCA
Deirdre. Jakie piękne imię.

(wstaje i idzie w kierunku Deirdre)

Jakie piękne.

(siada na biurku naprzeciwko Deirdre)

Na czym polegają pańskie kłopoty małżeńskie, panie Pewtey?

ARTUR
Zaczęły się pięć lat temu, gdy po raz pierwszy pojechaliśmy do Brighton na wakacje. Deidre, czyli moja żona, i ja zawsze się dobrze rozumieliśmy...



(doradca kładzie dłoń na policzku Deirdre, której ewidentnie sprawia to przyjemność)

...tak więc nie spodziewałem się żadnych problemów. Na samą myśl, że przyjdzie mi się zwrócić do specjalisty, odczuwałem skurcze żołądka, choć, bynajmniej, nie pogardzam pańskim zawodem.

(przestaje mówić i skonsternowany patrzy na zaloty doradcy)

DORADCA
Słucham dalej.

ARTUR
A więc byliśmy sobie bliscy.

(doradca bierze rękę Deirdre i zaczyna całować, z każdą chwilą coraz namiętniej)

Mieliśmy wspólne zainteresowania, ogródek i skarbonkę, gdzie odkładaliśmy pieniądze na wspólne wakacje, a dwa razy w miesiącu robiliśmy rachunki, to co Deirdre, czyli moja żona, szczególnie lubiła ze względu na swe wyrachowanie. Powinienem był nadmienić, tytułem wstępu, że znany jestem z poczucia humoru, choć przez ostatnie dwa lata byłem bardzo skromny.

(doradca i Deirdre wstają i zaczynają się obejmować; Artur też wstaje)

Stosunkowo tak niedawno, jak niedawno, zacząłem sobie zdawać sprawę, a może to zbyt mocne słowo, zaczęło mi się wydawać...

(doradca przechyla Deirdre, obejmując ją za pośladki, chce ją pocałować)

...że nie jestem jedynym mężczyzną w jej życiu.

DORADCA
Podejrzewał pan swoją żonę?

ARTUR
No... tak. Mówiąc otwarcie, początkowo - tak.

(doradca i Deirdre prostują się; doradca delikatnie wskazuje palcem parawan; Deirdre potakuje kiwnięciem głowy)

Jej zachowanie wydawało mi się, a ja znam ją najlepiej, trochę dziwne.

(Deirdre wchodzi za parawan)

DORADCA
Dziwne?

ARTUR
W pewnym sensie... tak. Nie jestem z natury podejrzliwy, wręcz przeciwnie, choć podobno obgaduję gospodarzy po wyjściu z kolacji, jeśli wie pan o co chodzi.

(na parawanie lądują części garderoby Dierdre'y, z bielizną włącznie)

DORADCA
Naturalnie, że wiem.

(doradca rozpina marynarkę)

ARTUR
Ale tam gdzie ludzie mnie znają, jestem dobrze znany...

DORADCA
(szybko zdejmuje marynarkę i podaje ją Arturowi)

Mógłby pan?

ARTUR
Oczywiście.

(bierze od doradcy marynarkę; doradca szybko się rozbiera, aż odlatują guziki od koszuli)

Postanowiłem więc przestać wszystko owijać w bawełnę i spojrzeć prawdzie w oczy, żeby móc później spojrzeć we własne oczy w lustrze.

DORADCA
(spuszcza spodnie do kostek)

Mógłby pan tu wrócić za jakieś dziesięć minut? Albo za pół godziny.

(wbiega za parawan)

ARTUR
Oczywiście. Zaczekam na zewnątrz... Dobrze? Tak będzie najlepiej... Pod pewnymi względami uspokoił mnie pan.

(wychodzi z biura i staje przed drzwiami; przed biurem stoi mężczyzna z wąsami, ubrany na czarno w stylu południowoamerykańskim)

CZŁOWIEK Z AMERYKI POŁUDNIOWEJ
Zaczekaj nieznajomy. Człowiek może uciekać całymi latami, aż w końcu zrozumie, że tak naprawdę ucieka przed samym sobą.

ARTUR
O, kurcze.

CZŁOWIEK Z AMERYKI POŁUDNIOWEJ
Człowiek musi robić to co do niego należy. Nie ma sensu uciekać. Zawrócisz i będziesz walczył z dumnie podniesionym czołem.

ARTUR
Tak.

CZŁOWIEK Z AMERYKI POŁUDNIOWEJ
A teraz wracaj tam synu i bądź mężczyzną. Z podniesionym czołem.

(odchodzi)

ARTUR
Tak. Tak, zrobię to! Zbyt długo byłem popychadłem! Koniec z tym. Nadeszła twoja chwila Arturze Pewtey!

(zdeterminowany otwiera drzwi i wchodzi do biura, energicznie podchodzi do parawanu, zza którego słychać chichot Deirdre)

Wyłaź stamtąd Deirdre!

DORADCA
Zjeżdżaj pan.

ARTUR
Dobrze.

(Artur zmieszany, z opuszczoną głową odchodzi od parawanu; podchodzi do niego rycerz w zbroi z oskubanym kurczakiem w prawej ręce; rycerz kładzie lewą rękę na ramieniu Artura i uderza go kurczakiem w głowę)

GŁOS
(i napis)

Tak kończy się patos!

ciąg dalszy odcinka nr 2

Tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Spisał i zHTMLizował: Ireneusz Siwek

do góry

  © 2004 Ireneusz Siwek

Strona główna Napisz do mnie Księga gości