Sprzęt turystycznyZawartość tej strony:
Na innych stronach:
Namiot Marabut BaltoroModel ten do najtańszych nie należy (w tej chwili - grudzień 2004 - niecałe 700 zł; zobacz aktualne uwagi z 2008 r.), ale moim zdaniem jest wart swojej ceny. Rozbicie namiotu jest banalną czynnością: rozwijamy całość, wkładamy maszty w zewnętrzne tunele z siateczki, umieszczając przy tym z jednej strony bolce blokujące maszty, podchodzimy do namiotu z drugiej strony, naprężamy maszty wkładając drugą parę bolców w ich końcówki. Po czym, jeśli już zdążyliśmy zmienić pogląd na temat "jakie ustawienie będzie najlepsze", zwyczajnie podnosimy całość za maszty i przenosimy gdzie nam się podoba. Można go rozłożyć samemu, ale szybciej i wygodniej we dwoje, zwłaszcza końcowe naprężanie masztów - całość przy niejakim zgraniu (i przy braku komarów, hi, hi, hi :-)) zajmuje jakieś 2 min. (wartość zmierzona "z zaskoczenia" przez gospodarza użyczającego nam kawałka trawnika w ogrodzie). Spotykane w innych namiotach, problematyczne zwłaszcza przy silnym wietrze osobne naciąganie tropiku? Zapomnijcie o tym. :-) Przy okazji: podobne prowadzenie masztów (zewnętrzne) stosują też i inni producenci, przy czym np. u Hilleberga połączenie na części długości zapewniają pętle z taśmy a nie ażurowy tunel w jednym kawałku. Zaletami tego rozwiązania są nieprzecieranie tropiku w miejscu styku z masztami, możliwość rozłożenia samego tropiku i już wspomniany brak konieczności narzucania go na rozstawioną sypialnię, wadą mniej aerodynamiczny kształt. Wpinanie szpilek jest w zasadzie nieobowiązkowe (jakkolwiek bez 3-ch przedsionki nie będą normalnie rozłożone), jednak jeśli spodziewamy się deszczu lepiej to zrobić (4 podstawowe + 7 napinających krawędzie tropiku i przedsionki). Analogicznie odciągi: boczne - jeśli ma solidnie padać, masztów - jeśli dodatkowo wiatr próbuje nas przestawić razem z namiotem. ;-) Muszę tutaj przyznać, iż jeśli nie założymy bocznych odciągów to podczas deszczu odległość między ścianką sypialni a tropikiem staje się nieduża, aczkolwiek nie zdarzyło mi się aby skraplająca para wodna dotarła do ścianki sypialni. Szpilki są stalowe (20 cm długości, 17 szt. + 1 zapasowa), co z jednej strony powoduje, że są cięższe (przy czym ciągle ważą mniej niż w miarę solidne aluminiowe śledzie, patrz tabelka) i podatne na korozję, z drugiej nie wyobrażam sobie wielokrotnego prostowania aluminium (kamienie!) - po prostu połamałoby się.
1) barwione na kolor złoty, przekrój sześciokątny, fabrycznie ostrzone, producent: Marabut (dostępne w opk. po 5 szt.); 2) +/-1 g Wymiary: w odróżnieniu od większości "dwójek" Marabuta, Baltoro zapewnia nieco więcej miejsca: podłoga sypialni mierzy 2,14 * 1,43 m (wg. producenta jest to 2,15 * 1,50) w porównaniu do typowych 2,03 * 1,43 m, co powoduje, iż kaptur i dół śpiwora nie wchodzą na zawinięte do góry krawędzie podłogi. Jest natomiast stosunkowo niskie (producent podaje 1,07 m, faktycznie wewnątrz jest 1,005 m), co z jednej strony było istotnym czynnikiem ze względu stabilność przy silnym wietrze, z drugiej zaś zastanawiałem się jaki będzie komfort przebywania w namiocie (choć nie jestem bardzo wysoki - 1,86 m). Okazało się, że mogę w miarę swobodnie siedzieć bez dotykania głową do sypialni (wiadomo, to nie to wrażenie co w starym budownictwie, gdzie sufit jest na wysokości 3,75 m ;-)). Pakowność przedsionków jest w moim odczuciu wystarczająca: w małym mieściły się buty, własnej roboty torba-lodówka, rzutka (plastikowy pojemnik 0,5-0,8 dm3 z linką do nabierania wody ze strumieni) oraz ew. ochraniacze na buty, duży zapewniał ochronę przed deszczem 4-rem tylnym sakwom oraz workowi w którym przewożony był namiot i owinięte na nim karimaty. Warto tutaj wspomnieć, iż z racji posiadania dwóch wejść zapewniony jest dobry dostęp do zawartości obu przedsionków oraz możliwość wyjścia po zawietrznej. Obok nas w środku bez problemu mieścił się rządek (szer. 32 cm, 4 szt.) przednich sakw (wystarczyło je wytrzeć szmatką przed włożeniem), dzięki czemu mieliśmy swobodny dostęp do rzeczy osobistych bez otwierania sypialni. Oprócz tego na tasiemkach łączących sypialnię z tropikiem można suszyć skarpetki czy ścierkę do namiotu. :-) Gotowania w dużym przedsionku nie próbowałem, ale obawiam się, iż niemożliwe jest zamknięcie górnej klapy w takim stopniu, aby chroniła ona przed deszczem palnik i jednocześnie nie ucierpiała od wydzielanego przezeń ciepła (odnoszę się do palnika benzynowego). Wyjściem byłyby tutaj dwie aluminiowe rurki do podtrzymania klapy, wbijane w ziemię, ale chyba wygodniej (i bezpieczniej) użyć daszka nad wiatrołapem (ekranem termicznym). Oczywiste jest, iż nawet w udanym wyrobie po pewnym czasie dostrzeżemy pewne drobiazgi podatne na ulepszenie - poniżej podaję różnice między wyrobem fabrycznym a obecnie przez nas używanym:
|
|
Co jeszcze można byłoby zrobić:
Co mogłoby być wykonane lepiej:
Wentylacja jest całkiem dobra; podczas deszczu wywietrzniki sprawują się nieźle, a w upalne dni można po prostu zrobić przeciąg zostawiając tylko zamknięte moskitiery. Sypialnia wykonana z siateczki może początkowo budzić wątpliwości co do komfortu cieplnego w środku, jednak to tylko wrażenie. Przykładowo przy temp. 7oC na zewnątrz, słabym wietrze (circa 1oB) i braku ogrzewania promieniami słonecznymi (godz. 1 w "nocy") po 15 min. przebywania dwóch osób najniższa temp. wynosiła 12oC (w kieszeni bocznej) a najwyższa 20oC (kieszeń pod dachem). Przy silnym wietrze nie robiłem pomiarów, ale zdecydowanie nie odnosiłem wrażenia przewiewu w środku. Problem owadów w środku nie istnieje, póki ich sami nie wpuścimy; moskitiery w wejściach i pod dachem są na tyle drobne, iż nie przepuszczają nawet małych muszek, z drugiej strony zapewniają niezbędny przepływ powietrza. Najbardziej oporne były mrówki - ze względu na nie suwaki powinny być dosunięte do końca. Sprzątanie wnętrza przy braku opadów wykonywane było poprzez obrócenie namiotu mniejszym wejściem do dołu, w które wślizgiwała się druga osoba ze ściereczką, wymiatając wszystko na ziemię. Jest to zadziwiająco skuteczne i szybkie rozwiązanie, które można zastosować nawet przy średnim wietrze, pod warunkiem ustabilizowania odciągiem miejsca skrzyżowania masztów. Żółty materiał sypialni daje się całkiem nieźle wyczyścić gąbką z płynem do mycia naczyń, jednakże po niektórych sprasowanych i wysuszonych owadach pozostały lekkie przebarwienia (dodane w październiku 2006: po dłuższym okresie otrzymujemy gustowne żółto-fioletowo-brązowe moro ;)). Masa mogłaby być nieco niższa, ale nie oszukujmy się - coś za coś. Namioty polskich producentów (lub "polskich" - Marabut akurat szyje w kraju, ale o ile mi wiadomo część konkurencji korzysta z taniej siły roboczej, zlecając szycie namiotów azjatyckim podwykonawcom) są albo względnie obszerne (i wtedy nieco ciężkawe) albo koszmarnie małe. Przykład: dwumasztowa kopuła z podłogą 1,65 * 2,15 m i jednym przedsionkiem długości 0,9 m jest oferowana przez pewną firmę z Gdyni (nie, nie tą od żagli) jako namiot 3-osobowy (należałoby zaproponować zmianę nazwy modelu na Szprotki III). Z drugiej strony można dostać całkiem fajne namioty Hilleberga czy Vaude, nie ważące w dodatku zbyt wiele (np. "dwójka" z rozsądną ilością miejsca na sprzęt, około 2,5 kg), lecz... za 400-800 euro. Inna sprawa jaką trwałością wykażą się materiały o niskiej gramaturze - nie zawsze można osiągnąć dobrze wyważony kompromis. Co do jakości wykonania, Marbut jest raczej blisko sprawdzonych europejskich firm, niż snujących się nitek bądź nierównych szwów Campusa, Bergsona czy innych producentów klasy "ekonomicznej". Tak jak wspomniałem wyżej, na suwakach i w rogach podłogi przydałaby się impregnacja (lub dobre podklejenie) ale to by raczej było na tyle. |
|
Jak widać na zdjęciu, materiał mógłby mieć zdecydowanie bardziej oliwkowo-zielony odcień (przynajmniej jak na tamten las... hmmm, las? jaki las? - zdjęcie zrobione circa 67o21'N, 25o54'E; nie, nie używam gps). Z drugiej strony przypominam sobie nocleg na zabagnionym, kamienistym terenie z rzadkimi kępami krzaków i karłowatej brzozy, gdzie wracałem znad strumyka i dopiero z odległości ok. 200 m zobaczyłem namiot (i bynajmniej nie tam, gdzie się go spodziewałem). Gdyby tropik był oliwkowy, musiałbym podejść jeszcze bliżej, a trzeba tu dodać, iż podłoże wymuszało poruszanie się krokiem "gajowego po wypłacie", torem dalekim od prostej linii biegnacej w kierunku celu, owady dokuczały całkiem wyraźnie przy czym właśnie zaczynała się burza... Także coś za coś. :-) Wracając do zdjęcia - wywietrzniki są jeszcze nierozłożone po transporcie; po rozłożeniu trzymają się sztywno dzięki wzmocnionym krawędziom i podpórkom z rzepem, a w razie potrzeby można je złożyć nieco bardziej niż powyżej. Po lewej plandeka na rowery z ortalionu (102 g/m2), która w okolicach ubogich w cieki wodne służyła, po nieco lżejszym nałożeniu, jako zbiornik na deszczówkę do mycia. :-) Ktoś na forum ngt.pl spytał mnie czy suwak otwiera się od góry. Odpowiedź brzmi: można go tak otworzyć, gdyż ma dwie maszynki (wszystkie suwaki w tym namiocie są tego typu), ale zasadniczo otwiera się również od dołu. Do chwili obecnej (grudzień 2004) przespałem w nim ponad 6 tyg. (codziennie rozkładając się w innym miejscu) z czego łącznie przez 4 tyg. padało (północna Skandynawia) i nawet parokrotna próba składania podczas średnio intensywnych opadów, po czym rozkładania znów w deszczu wypadła pomyślnie: krótki seans z higroskopijną ściereczką uzdatniał podłogę, podczas gdy sypialnia schła względnie szybko (tudzież "schła" - po prostu się nie było czuć zbytnio wilgoci - urok wykonania z gęstej siateczki :)). Jedno, czego sobie nie wyobrażam, to spanie podczas deszczu i silnego wiatru (przy samym deszczu jest w porządku) na litej skale (np. dlatego, że to jedyna płaska i w miarę pozioma powierzchnia 2,5 na 3,5 m w pobliżu). Nie to żeby się nie dało, ale odnoszę wrażenie, że ciężko byłoby zasnąć z racji pozostawienia wolnych krawędzi przedsionków i tropiku. Chociaż to jakby problem innego gatunku, nie specyficzny dla tego modelu, czy producenta. |
|
Namiot z założenia miał być trójsezonowy, choć w ramach rozpoznania rynku dowiedziałem się, iż można go zamówić od razu u producenta z doszytymi fartuchami śnieżnymi - w marcu 2004 kosztowało to dodatkowo 90 zł. Byłyby one pomocne w przypadku częstego stykania się z silnym wiatrem bądź przy ew. rozbijaniu się na śniegu, lecz z drugiej strony pogorszyłyby wentylację i zwiększyły masę o około 0,3 kg (na zdjęciu powyżej jest po prostu częściowo okopany; widok od strony większego przedsionka, można dostrzec z prawej napięty odciąg na ścianie). Biorąc pod uwagę specyfikę dłuższych zimowych wypraw bądź wypadów w wietrzne rejony, i tak potrzebny jest specjalny namiot do tego celu (raczej trzy maszty, inne wywietrzniki, być może wejście ściągane linką ze względu ma możliwość unieruchomienia suwaków nadtopionym a następnie zamarzniętym śniegiem). Baltoro w sezonie 2008Od czasu napisania powyższego artykułu zmianie uległy następujące rzeczy: cena - 779 zł, tj. o 10% wyższa; barwa tropiku - na oliwkową (+); szpilki - na aluminiowe (ogólnie na plus, nie będą po czasie delikatnie rdzewiały, z racji grubości nie będą podatne na zgięcie - ale pakunek z nimi będzie większy, jednak w kwestii masy zmiana jest ledwo widoczna); oraz podłoga - na typową dla Marabuta, ze sztywniejszego tworzywa. Podłoga taka jest co prawda niby bardziej wytrzymała mechanicznie, ale przy okazji też nieco cięższa i dość sztywna na mrozie (a zwinięty namiot do pokrowca trzeba jakoś wcisnąć... :->). Z mojego punktu widzenia, płachta biwakowa pod podłogą i tak będzie w wielu przypadkach potrzebna aby za szybko nie podziurawić podłogi (np. o odłamki skalne czy ostrą roślinność), więc nie ma sensu dźwigać dodatkowo takiej podłogi. Na szczęście Marabut ma elastyczne podejście do klienta i można zamówić namiot z podłogą z Nylonu Tafetta. Ja co prawda nie kupowałem kolejnego, ;-) ale po trzech sezonach wymieniałem podłogę, która zaczęła przepuszczać odrobinę wilgoci, na nową. Swoją drogą, została ona podklejona w rogach, w miejscu wszycia taśm - brawo, teraz już można nocować w wodzie po kostki. ;-) Impregnacja suwaków, taśm i szwów domowym sumptemSurowce i sprzęt: parafina (np. bezbarwna świeczka parafinowa, nie np. stearynowa), benzyna ekstrakcyjna (albo heksan, jak ktoś ma pod ręką), nóż, puszka, palnik (elektryczny lub żeliwna płytka kumulacyjna, żelazko, kawałek papieru lub/i bawełnianej szmatki na podkładkę, zdrowy rozsądek. Parafinę strugamy nożem na wiórki, które następnie wrzucamy do puszki z benzyną i ostrożnie podgrzewamy całość, starając się utworzyć roztwór bliski nasyconemu. Po lekkim ostygnięciu, roztworem nasączamy materiał suwaków, taśmy, etc. (bez przesady z ilością - to trzeba będzie jeszcze rozprasować!), zabezpieczając kawałkiem szmatki resztę namiotu przed zalaniem. Następnie delikatnie, przez szmatkę (i z drugą służącą jako podkładka), w bardzo niskiej temp. (ok. 60-70oC) wprasowujemy krawędzią żelazka parafinę w materiał. Żelazko ma nie dotykać tropiku! :-) Po skończonej pracy powinno nie być białych śladów na impregnowanych powierzchniach (śladowe ilości między ząbkami suwaka raczej go nie zniszczą, a może nawet po parokrotnym użyciu będą zmniejszały tarcie). BHP: w pomieszczeniu, w którym będziemy wykonywali wyżej opisane czynności nie ma prawa być żadnego otwartego płomienia. Pary benzyny mogą także zapalić się od iskry (np. typowe włączniki światła są potencjalnym źródłem problemu, na szczęście występującego tylko przy włączaniu/wyłączniu). Jeśli nie mamy do dyspozycji kuchenki elektrycznej, to można ogrzać płytkę kumulacyjną, po czym zgasiwszy płomień przynieść przygotowaną w innym pomieszczeniu puszkę z benzyną i wiórkami parafiny. Jeśli płytka wystygnie, a będziemy potrzebowali mocniej podgrzać zawartość puszki, to należy ją (najlepiej przykrytą) znów wynieść do innego pomieszczenia, wywietrzyć przez chwilę miejsce pracy i dopiero wtedy zapalić palnik. Podgrzewanie najlepiej wykonywać pod wyciągiem lub okapem kuchennym. To działa ...i nie zmywa się po 3-4. deszczu. :) Za to po zetknięciu z naprawdę upalną aurą może zostawiać wokół zaimpregnowanych miejsc plamy odrobinę ciemniejsze niż pozostała część materiału, ale to drobiazg - trzeba wiedzieć, czego wypatrywać - ktoś widzący namiot po raz pierwszy prawdopodobnie mógłby nie zauważyć, poza tym w ten sposób mamy dodatkowe zabezpieczenie w miejscach z natury mocniej narażonych na wytarcie impregnującego tworzywa z materiału tropiku. Powyższy opis powstał 1,5 roku po poddaniu namiotu takiej procedurze i jestem zadowolony z efektów. :-) Yeti - śpiwory puchoweUżywamy modeli Yeti GT 750 i GT 900,
zwykłej wersji, z czego drugi nie dość, że był szyty dosłownie w ostatniej chwili
przed wyjazdem, na zamówienie (kolor materiału, długość, strona wszycia suwaka -
polecam wybranie się na Z użytkowania również mamy generalnie bardzo dobre wrażenia; uznałem, że dopiero przy temperaturze 10-12oC i poniżej da się spać we w miarę zapiętym śpiworze (GT 750; 3/4 kg puchu o sprężystości 700 cui robi swoje). W temp. -8oC przy bezwietrznej pogodzie, na zwykłych karimatach 10 mm rozłożonych na cienkiej warstwie traw na łące, mogliśmy dość szybko rozgrzać się, zasnąć, po czym mieć uczucie ciepła przed wyjściem ze śpiworów (i włożeniem na siebie schłodzonych ubrań, brrr), z czego wnioskuję, iż granica komfortu leży jeszcze nieco niżej. Różnica między podaną przez producenta dla modeli GT 900 i GT 750 temperaturą, zapewniającą komfort spania, to 7oC (odpowiednio -16oC i -9oC). Co ciekawe, tyleż dokładnie wynosi różnica komfortu dla kobiet i mężczyzn, podawana w oparciu o normę EN13597 przez firmę Ajungilak, dla śpiworów o bardzo zbliżonych parametrach. Miło jest więc zauważyć, iż firma Yeti w odróżnieniu od innych, szczególnie produkujących śpiwory syntetyczne, podaje weryfikowalne w rzeczywistości temperatury użytkowania. Tutaj mała uwaga: komfort w śpiworze przy danej temperaturze powietrza będziemy odczuwali gdy nie wejdziemy do niego zmarznięci na kość. Śpiwór izoluje, nie grzeje, czego część niefrasobliwych turystów zdaje się nie rozróżniać... Puchu "wychodzi" stosunkowo niedużo, a nawet jeśli już, to względnie śliski materiał zewnętrzny pozwala zazwyczaj na wciągnięcie piórka z powrotem do środka. W porównaniu do mojego starszego śpiwora listwa uszczelniająca przy suwaku jest bardziej wiotka, ale dzięki trzem prostym szwom (nie na wylot, rzecz jasna) po obu stronach koło ząbków, nie wcina się zbyt często w suwak. Oczywiście bez uszycia we własnym zakresie prześcieradeł (odpowienio 0,34 i 0,32 kg: GT 900 jest w mniejszym rozmiarze) z cienkiej bawełny się nie obyło. Redukują one konieczność czyszczenia śpiworów, zapewniają przyjemniejsze spanie i większy komfort przy wchodzeniu (syntetyk daje początkowo nieco chłodne uczucie). Mocowane jest wykonane przy pomocy (dla tych, którzy przeczytali całą powyższą stronę: niespodzianka! ;-)) linki żeglarskiej fi 2 mm bez rdzenia wiązanej do pętelek z tasiemki w 26 punktach co, jak mi się wydaje, jest niezłym kompromisem między dobrym ułożeniem i niezsuwaniem się prześcieradła, a dostaniem hopla z przerzutką w następstwie szycia (i tak robiliśmy to we dwoje). Yeti - GT w lżejszym wydaniuNa wiosnę 2005 r. sprawiliśmy sobie kolejny, wyraźnie chłodniejszy komplet: GT 300 (na zamówienie, ta wersja jest niedostępna w normalnej sprzedaży) i GT 400. Dlaczego nie Yeti Boulder, mimo różnicy w masie materiału 120 g wg. danych katalogowych (i chyba odrobinę niższej ceny)? Ze względu na zgodność kroju z już posiadaną parą śpiworów (pasują te same prześcieradła), formowane kaptury (kształt dopasowany do głowy) i nieco większą ilość miejsca w środku (jest gdzie wsadzić ubranie, zachowując luz w śpiworze, jeśli przyjdzie nocować w temp. bliskiej 0oC). Ponownie zarówno podejście do klienta jak i jakość wykonania na poziomie. Śpi się równie przyjemnie co w cieplejszej wersji; jak na razie min. temp. podczas noclegu wyniosła ok. 10oC (w namiocie; na zewnątrz kilka stopni mniej) i nie spowodowała ona chęci zapięcia się do końca czy ściągnięcia linki w kapturach (teoretyczna temp. komfortowa: +2 i 0oC odpowiednio). Odnoszę wrażenie iż w porównianiu do cieplejszej wersji listwa ocieplająca przy suwaku częściej jest weń wcinana (nieco mniej wypełnienia - wiadomo), ale przy odpowiednim prowadzeniu maszynki (tak aby suwak nie był zgięty, co przy okazji przedłuża jego żywotność) problem ten raczej nie występuje. Menażki turystyczne MSR Duralite ClassicDoświadczenia z dotychczas używanymi menażkami pokazały, iż zarówno średnica naczyń jak i ich pojemność mogłaby być większa: 1,35 l naczynie (1,2 l poj. użytecznej) było niewystarczające do przygotowania odpowiedniej porcji dla dwóch osób, a średnica większej menażki 16,7 cm nie zapewniała dobrego odbioru ciepła z palnika (nie wspominając już o 14,6 cm czajniku o poj. 0,75 l). Dodatkowo było jasne iż czyste aluminium jest nienajlepszym materiałem: łatwo odkształcającym się podczas transportu i ścierającym przy szorowaniu, choć z drugiej strony odpowiednio lekkim i - dzięki wystarczająco grubym ściankom i dobrej przewodności cieplnej - dość równomiernie przekazującym ciepło do przygotowywanej potrawy. Ostatnim czynnikiem była patelnia używana w charakterze pokrywki - nie sposób mając jeden uchwyt (tj. dziwkę) podnieść pokrywkę i zaraz po tym naczynie, a jednocześnie zachować jedną rękę wolną. Czynniki te spowodowały, iż zacząłem szukać aluminiowego anodyzowanego kompletu o średnicy menażek 18 cm i więcej, poj. roboczej ponad 1,5 l i z pokrywką posiadającą własny uchwyt. Znalazłem dwa spełniające te warunki:
W obu kompletach są pokrywki z uchwytami (Primus: stały niski okrągły, MSR: składany wysoki z drutu) i pokrowce, a do tego drugiego dodawana jest higroskopijna ściereczka służąca za przekładkę między menażkami w trakcie transportu. Również oba komplety są pokryte wewnątrz teflonem, co nie było dla mnie początkowo pozytywną cechą: jak to utrzymać w czystości przy częstym niedostatecznym dostępie do wody i jednocześnie nie porysować? Wtedy myślałem, że lepsza byłaby sama powłoka naniesiona elektrochemicznie także wewnątrz. Nb. w chwili obecnej (styczeń 2006) szwedzki Optimus (który niedawno zmienił właścicieli) oferuje komplet Terra, ZTCW właśnie z jednym (większym) naczyniem nie pokrytym teflonem (oraz pokrowcem pełniącym rolę izolacji termicznej! :) ). Jego cena (bodajże 169 zł) jest zachęcająca, niestety zamiast pokrywki jest patelnia. :-( Z racji ciut większej średnicy, bardziej funkcjonalnego uchwytu pokrywki i ceny staneło na MSR Duralite Classic. Ponieważ nie jest to towar zbyt popularny, na sprowadzenie trzeba było poczekać kilka tygodni (z uzyskanych wtedy informacji wynikało, iż z Primusem byłoby tak samo, jeśli nie gorzej). To, co pierwsze zwróciło na siebie uwagę po przywiezieniu ze sklepu (na początku maja 2005), to całkiem staranne, przyjemne dla oka wykonanie, a drugie było chyba "na pudełku jest napisane coś o pokrowcu... hmmm... oops...", następnego dnia wycieczka do sklepu, pokrowiec się odnalazł. :-) Dalsze uwagi zostały napisane z perspektywy posiadania menażek przez 9 m-cy z czego łącznego użytkowania było nieco ponad 5 tyg. |
|
W większym naczyniu mieści się 1,7 l (patrz tabelka poniżej) co pozwala na stosunkowo wygodne przygotowanie posiłku, mniejszy 1,25 l dobrze nadaje się np. do gotowania w międzyczasie wody. W ten sposób wypisałem się wreszcie z nieformalnego Klubu Miłośników Czajniczków ;-) i zacząłem wozić o jedno naczynie mniej (a jeśli muszę nosić w plecaku - biorę tylko większe z dwóch). Dna od zewnątrz są pokryte wypustem w kształcie ślimaka, przeciwdziałającym zsuwaniu się (wraz z ząbkami na nóżkach palnika Optimus Nova jest to naprawdę skuteczne rozwiązanie).
1) - poziom cieczy poniżej krawędzi menażki. Wynoszący 15 mm odstęp od krawędzi ("poj. użyteczna") zapewnia możliwość złapania menażki dziwką bez zanużania tej ostatniej w zawartości naczynia. Pokrywka jest tak wyprofilowana, iż dobrze przykrywa zarówno większą, jak i mniejszą menażkę; na tej ostatniej utrzymuje się nieco wyżej, wskutek czego łatwiej się zsuwa. Możliwe jest także w miarę wygodne używanie pokrywki w charakterze talerza. Składany uchwyt pokrywki uważam za dobre rozwiązanie, niestety wykonanie nie do końca zostało opanowane: już w sklepie, kilka sekund po złożeniu rozprostował się i pokrywka podskoczyła do góry z brzękiem. Nie obyło się bez krótkiej sesji z kombinerkami. Uchwyt do menażek, mimo początkowego wrażenia nie tyle delikatnej co "miękkiej" konstrukcji, umożliwia pewne trzymanie napełnionych naczyń, z tym, że po ściśnięciu rączek słychać charakterystyczne chrupnięcie, sygnalizujące delikatne obłupywanie krawędzi menażek (przy czym dziwka jest zrobiona z miękkiego aluminium i wyglądała na poprawnie wyciętą). Nie stanowi to jakiejś dużej wady, ale przy takiej cenie kompletu producent mógłby dopracować także drobiazgi. Ponieważ mnie owo chrupanie nieco irytowało wziąłem zestaw pilników iglaków, poprawiłem wcięcie uchwytu w które wchodzi krawędź menażki i dodatkowo nałożyłem na miejsca stykające się z powierzchnią naczyń fragmenty rurek z miękkiego tworzywa i podgumowany plaster na tkaninie. Podniesienie uchwytem menażki przykrytej pokrywką bez pomagania sobie drugą ręką jest możliwe :), jakkolwiek to już nieco wyższa szkoła jazdy i nie zawsze udaje się. Trzeba za to zaznaczyć, iż dopasowanie góry uchwytu do pokrywki umożliwia nie zsunięcie jej z dużej menażki nawet przy pochyleniu całości o 40o od poziomu! W przypadku mniejszej menażki jest nieco gorzej, ale i tak wydaje mi się iż najpierw zawartość dość napełnionego naczynia wyląduje na ziemi, a dopiero później pokrywka się zsunie. :-) Dołączona do zestawu ściereczka (Packtowl, 18 x 18,5 cm) dobrze chłonie wodę lecz względnie długo schnie, nawet po wykręceniu. Jest całkiem znośna jako przekładka między menażkami po spakowaniu całości, niestety producent nie pomyślał o jakimś oddzieleniu pokrywki od górnej krawędzi naczyń. Z tego powodu namówiłem pozostałe 50% stałego składu osobowego naszych wycieczek ;-) na uszycie z polaru przekładki między menażki, o kształcie walca z dwuwarstwowym dnem, ok. 2-krotnie wyższej niż naczynia i w miarę luźno wchodzącej na mniejszą menażkę. Przy transporcie nadmiar materiału jest wykładany między krawędzie a pokrywkę, natomiast na biwaku po zawinięciu w połowie tworzy rodzaj Dutch owen do utrzymywania naczynia w cieple, przy czym sprężystość materiału pozwala na łatwe wsunięcie większej menażki. Jeszcze jeden patencik (izolację pokrywki) można zobaczyć tutaj (taśmy na uchwycie pokrywki też oryginalnie nie było). Pokrowiec dostarczony z kompletem jest wykonany w połowie z czarnego, odpornego na ścieranie materiału, w połowie z mocnej siateczki (co miało prawdopodobnie umożliwiać schnięcie po spakowaniu), a całość jest ściągana linką zabezpieczaną stoperem. Teflon - czy to dobry pomysł na biwaku? Myślę, że w każdym razie nie tak kiepski, jak z początku wydawało mi się. Czyszczenie naczyń jest możliwe nawet prawie na sucho - resztki można po prostu zdjąć ze ścianek miękkim zmywaczkiem, a gęste płatki ryżowe które przywarły do dna schodzą po kilku ruchach zwilżonym. Jednakże trzeba uważać czym się dotyka wewnętrznej powierzchni. Dawniej w charakterze sztućców używaliśmy składanych niezbędników stalowych (ciężkie!), potem zabieraliśmy tylko zwykłe stalowe noże i łyżki z polerowanego aluminium (wbrew pozorom całkiem przyjemnie się nimi je) i właśnie te ostatnie wraz z drewnianą łopatką były używane jako pierwsze z menażkami Duralite przez łączny okres niecałych 5 tyg. Staraliśmy się nie skrobać o dno i ścianki, ale mimo tego nieco śladów pozostało, przy czym powierzchnia nie została nigdzie głębiej uszkodzona. Następnym podejściem była próba użycia jednorazówek plastikowych: to tworzywo jest także za twarde i może pozostawiać rysy! Skończyło się na łyżkach specyficznego kształtu (brak wyboru na rynku) z dość sprężystego plastiku kupionych w komplecie 4szt. za (ZTCP) 6 zł. Są wystarczająco miękkie, a jeśli spróbujesz przycisnąć za mocno odgięcie plastiku przypomni o tym nie uszkadzając teflonowej powierzchni. :-) Do kompletu używamy łopatki z drewna kokosowego(?) - jest gładsza i nie pozostawia takich śladów jak zwykła drewniana. Czy gotując w domu też się tak p*** z naczyniami pokrytymi teflonem, chcielibyście pewnie zapytać? Nie, używam zwykłych drewnianych łopatek i łyżek, a na ślady jakoś nie zwracam uwagi. 8-) Może po prostu chciałbym aby nowy komplet przetrwał w użytecznym stanie tyle co poprzedni... Jakie menażki wybrać?Przymierzając się do zakupu naczyń turystycznych zwracamy zazwyczaj uwagę na cenę, masę i materiał z którego są wykonane. Stalowe są najtańsze, trochę cieższe od reszty (choć nie zawsze), można je szorować przy użyciu ostrego zmywaka czy piasku a niejednokrotnie wręcz trzeba, gdyż z racji cienkich ścianek łatwo przypalić zawartość. Aluminiowe (niepokrywane) są miękkie: bardziej podatne na wgniecenia oraz ścierają się przy szorowaniu ale mają grubsze ścianki, bardziej równomiernie rozprowadzające ciepło (tym bardziej, iż aluminium charakteryzuje się ponad 12-krotnie lepszą przewodnością cieplną od stali). Od kilkunastu lat na rynku mamy do wyboru jeszcze menażki tytanowe: lekkie (poza kwestią materiału wpływa na to fakt, iż są oferowane w mniejszych pojemnościach, np. komplet zamiast 1,5 i 2 l składa się z 1 i 1,5 l naczyń), drogie i tak samo przypalające jak stalowe (cienkie ścianki: sorry, no bonus!). Dla ciekawskich dane porównawcze metali w tabelce.
Tymczasem należałoby sobie zadać pytanie czego od menażek oczekujemy: mają umożliwić szybkie otrzymanie wrzątku (herbata, zupki "chińskie", ew. płatki śniadaniowe, etc.) czy sporządzenie normalnego posiłku? O ile w tym pierwszym przypadku zwykłe stalowe (byle z cienkimi ściankami) sprawdzą się nieźle, to w drugim mamy kłopot (nie przypalić posiłku - nie ma sprawy, ale pewnie chcielibyśmy również "nie zjadać" menażek i nie ścierać ich przy myciu). Rozwiązanie okazuje się dość proste: na powierzchni aluminium (glinu) można wytworzyć powłokę tlenkową która jest dość wytrzymała na ścieranie, i przy okazji, zamiast srebrzystego połysku odbijającego ciepło wypromieniowywane przez palnik, uzyskać ciemną, matową, dobrze absorbujacą ciepło warstwę zewnętrzną. Dodatkowo menażki mogą być wykonane z utwardzonego aluminium oraz pokryte wewnątrz teflonem (przydatność tego ostatniego bywa dyskusyjną kwestią). Stąd właśnie bierze się cena Primus Litech, MSR Duralite, Optimus Terra czy podobnych zestawów menażek. Wszystko fajnie - wybraliśmy gary, napełniliśmy je, stawiamy na palniku i czekamy, czekamy... nie za długo? Ano tak: ciepło nie jest przekazywane przez palnik do naczyń w sposób magiczny, tylko poprzez ogrzane powietrze i promieniowanie (palnik to nie lampka, ale też na swój sposób "świeci", vide wzmianka w poprzednim akapicie). Nieraz można zaobserwować osoby "modlące się" do kubka postawionego na palniku, gdzie średnica płomienia jest zbliżona bądź większa od średnicy podstawy naczynia. Ręce można w ten sposób z pewnością ogrzać, ale czy również kubek w miarę szybko? Niekoniecznie. Żeby nie było, iż plotę androny (a prawdę powiedziawszy, to ponieważ sam chciałem przekonać się jak kwestia ta wygląda w praktyce) przeprowadziłem próbę zależności czasu gotowania wody od średnicy i rodzaju naczynia używając palnika Optimus Nova pracującego z pełną mocą (duże ciśnienie w butelce, zawór odkręcony o 2 obroty). Temperatura wody wynosiła 20oC a powietrza 18oC, był powiew wymuszony wentylacją, użyta została osłona wokół palnika (ale pokrywka nie miała widocznego na zdjęciu "berecika"), ciśnienie w butelce było utrzymywane przez cały czas na zbliżonym poziomie poprzez dopompowywanie.
1) - średnica patelni wynosiła 19,3 cm, tj. wystawała 4 cm poza obrys kubka (nie miałem innej pokrywki o odpowiedniej średnicy pod ręką), przy czym gorące powietrze z palnika powodowało jej silne nagrzanie, co mogło dodatkowo przyspieszyć zawrzenie wody. Myślę, iż wnioski są łatwe do wysnucia; nadmienię tylko, że użyty w doświadczeniu palnik daje płomień o średnicy raptem 6-6,5 cm. Szkoda, że nie miałem pod ręką stalowych menażek o średnicy rzędu 15 cm i większej - wtedy porównanie dałoby jeszcze bardziej czytelny obraz. Jak widać, popularna "kubeczkologia" faktycznie daje nieszczególne rezultaty, mimo wspomagania sporą pokrywką oraz uchem, które to dodatkowo pobierały ciepło z palnika zwiększając sprawność zestawu. W podsumowaniu należałoby przychylić się do tezy, iż "plutonium cookware is the best, cooks in a fraction of the time and without any visible heat source" (menażki z plutonu są najlepsze, gdyż gotują w mgnieniu oka i w dodatku bez widocznego źródła ciepła; źródło w Usenecie). Na pohybel niepotrzebnym palnikom. ;) UwagiZawartość powyższej strony stanowi jedynie moje subiektywne odczucie, nie mam powiązań z żadnym z wspomnianych producentów, ani nie byłem przezeń sponsorowany. Stworzenie tych stron miało na celu podzielenie się wrażeniami z użytkowania sprzętu, ewentualnie rozjaśnienie pewnych kwestii osobom szukającym czegoś dla siebie, przy czym całkiem możliwe, iż jakieś aspekty podjętych tematów pominąłem. :-) Dlatego też będę wdzięczny za przysyłanie uwag i spostrzeżeń na podany niżej adres. Wszelkie prawa zastrzeżone (c) 2005-2008 Piotr Gogolewski
<docent [małpka] panoramix.net.pl> |