Jeśli masz mózg wielkości tic-taca i lubisz głupio chichotać, pooglądaj sobie, bo mógłbyś robić coś gorszego.

     AND NOW...
     ZLOT MIŁOŚNIKÓW
     MONTY PYTHONA
CZWARTY NIEOFICJALNY OGÓLNOPOLSKI ZLOT MIŁOŚNIKÓW MONTY PYTHONA
16 - 20 sierpnia 2004 roku Gliśno Wielkie "Przystanek Alaska"
Wejdź na Modrzew Zlot 2002 Zlot 2003

ZLOTOWE MENU

Podziękowania
Początek
Siatkówka
Słynne bitwy
Pójdziemy do mnie?
Sensacje XX w.
Koniec


DZIEŃ PIĄTY 20 sierpnia 2004



NIC SIĘ NIE DZIEJE

   Nic się nie dzieje. Zlot dobiega końca. Grupka zapaleńców zebrała się przy magicznym, niewidzialnym okręgu i rozpoczęła marsz do miejsca gdzie nic się nie dzieje. Poruszała się po okręgu, którego promień wynosił ok. 110 cm. Kierunek ruchu wybrano w lewo, czyli spontanicznie. Wędrowcy szli, szli, szli, szli i szli. Po upływie jednej godziny, osiemnastu minut i dwudziestu sześciu sekund - doszli. Doszli do miejsca, gdzie nic się nie działo. Nic. No może prawie nic.
Ponadto podliczono wszystkie tysiaki, które dzielnie zbierali Wojtek i Dominika. Przez cały zlot wytrwale pomagaliśmy im. Efekt był imponujący - 480 (słownie: czterysta osiemdziesiąt) tysiaków.
"Przystanek Alaska" opuścili pierwsi zlotowicze, rozpoczynając koniec zlotu. Żegnamy ich ze łzami w oczach.
Pozostali zgrupowali się u Holinga, gdzie prawie oficjalnie zakończono zlot. Przedtem sierotka, w postaci Kasi, wylosowała nagrodę, której szczęśliwym odbiorcą okazał się jej kuzyn.
Równie uroczyście wręczono nieparzystą nagrodę dla szalonego duetu Witold-Marcin. To oni już na pierwszym etapie Nieustającego Konkursu Siedzenia Przed Wyłączonym Telewizorem objęli prowadzenie i nie oddali go do końca. Oprócz wspólnej - nieparzystej - nagrody, zwycięzcom wręczono dyplomy uznania.
W trakcie uroczystości zamknięcia zlotu nic się nie działo. Nic.
A potem stał się koniec.
Do zobaczenia za rok!

do góry

  © 2004 Ireneusz Siwek

Strona główna Napisz do mnie Księga gości