|
|
|
|
DZIEŃ PIĄTY 20 sierpnia 2004
|

NIC SIĘ NIE DZIEJE
Nic się nie dzieje. Zlot dobiega końca. Grupka zapaleńców zebrała się przy magicznym, niewidzialnym okręgu i rozpoczęła marsz do miejsca gdzie nic się nie dzieje. Poruszała się po okręgu, którego promień wynosił ok. 110 cm. Kierunek ruchu wybrano w lewo, czyli spontanicznie. Wędrowcy szli, szli, szli, szli i szli. Po upływie jednej godziny, osiemnastu minut i dwudziestu sześciu sekund - doszli. Doszli do miejsca, gdzie nic się nie działo. Nic. No może prawie nic.
Ponadto podliczono wszystkie tysiaki, które dzielnie zbierali Wojtek i Dominika. Przez cały zlot wytrwale pomagaliśmy im. Efekt był imponujący - 480 (słownie: czterysta osiemdziesiąt) tysiaków.
"Przystanek Alaska" opuścili pierwsi zlotowicze, rozpoczynając koniec zlotu. Żegnamy ich ze łzami w oczach.
Pozostali zgrupowali się u Holinga, gdzie prawie oficjalnie zakończono zlot. Przedtem sierotka, w postaci Kasi, wylosowała nagrodę, której szczęśliwym odbiorcą okazał się jej kuzyn.
Równie uroczyście wręczono nieparzystą nagrodę dla szalonego duetu Witold-Marcin. To oni już na pierwszym etapie Nieustającego Konkursu Siedzenia Przed Wyłączonym Telewizorem objęli prowadzenie i nie oddali go do końca. Oprócz wspólnej - nieparzystej - nagrody, zwycięzcom wręczono dyplomy uznania.
W trakcie uroczystości zamknięcia zlotu nic się nie działo. Nic.
A potem stał się koniec.
Do zobaczenia za rok!
|
|