Kliknij na odpowiednią komórkę, a na pewno gdzieś trafisz!
14 sierpnia 2007 roku
Drugi dzień rozpoczął się tuż po wschodzie Słońca, płynnie przechodząc z dnia pierwszego.
Działalność agitacyjna trwała już od wczesnych godzin porannych, przy porannej i późnoporannej kawie, czy też herbacie, lub innych napojów wcześniej przygotowanych w Chacie Adama.
Kiedy słońce stało już bardzo wysoko, a wszyscy zlotowicze stali na własnych nogach, korzystając z pięknej, słonecznej pogody, udaliśmy się na niewielką polankę przed Barem u Holinga, gdzie rozpoczęliśmy totalną akcję agitacyjną.
Na pierwszy ogień poszła partia Violence and Sex, której program przedstawił kolega Maciek ze Sławoszewa.
Po ognistym przemówieniu Macieja, na ławko-trybunę wszedł kolega Łukasz, znany również jako "Pojep", prezentując w sposób niezwykle racjonalny program partii Pink Orchid.
Wystąpienie zakończono oklaskami, których nie żałowała obficie zebrana publiczność.
Jako trzeci na ławko-trybunę wdrapał się Paweł z Raciborza i przedstawił program kolejnej partii - tym razem Self-defence.
Po wyczerpującym przedstawieniu programu Self-defence, Paweł zainicjował owację oklaskową, która została pochwycona i kontynuowana przez tłum.
Zaraz po Pawle, miejsce na ławko-trybunie zajął Szczepan Brzęczyszczykiewiczowski, w którego postać wcielił się Maciek "Zborek" z Nadmorza. W sposób sobie naturalny wygłosił prawie-ogniście programo-statut partii o niekrótkiej nazwie, która brzmi dość długo, ale przytoczyć ją muszę - Always Look On The Left Side of Death.
Tym razem uhonorowano prelegenta prawie-oklaskami prawie-na-stojąco. Nie dziwiło to nikogo, gdyż wystąpienie było niezwykłe.
Ponieważ zabawa rozkręciła się na dobre, postanowiono nie czekać na dzień następny i kontynuować tak wspaniałe wiece wyborcze, nie mające sobie równych w realnym świecie politycznych intryg i knowań.
Zatem na ławko-trybunę wkroczył dumnie, aczkolwiek lekko kulejąc, kolega Adam znany jako "Drzewo" i przedstawił, przez siebie przygotowany, program Wood Party.
Wystąpienie zakończyło się tradycyjnymi oklaskami, których nie szczędzono i rozdawano na lewo i prawo.
Po niezwykłej partii drewnianej przyszedł czas na Nacional Bocialist, której statuto-program zaprezentował Pan Piotruś, w kręgach zbliżonych do alaskańskich bardziej znany jako "Kalmar".
Drżącymi rękoma, z rozklekotanymi sercami i z właściwym sobie zaangażowaniem, publiczność owacyjnie skwitowała stonowane wystąpienie Pana Piotrusia vel "Kalmara" vel "Pierre'a Cośtam".
Po zakończeniu owacji dla Pana Piotrusia, rozpoczęła się owacja dla Pana Wojtusia z Gdańska. Po wypowiedzeniu dwóch... nie, trzech słów, rozległy się oklaski. Kiedy Pan Wojtuś podał nazwę partii, którą miał niewątpliwą przyjemność prezentować, rozległy się burzliwe brawa.
Brawa, brawa, brawa. Tylko tak zgromadzona publiczność mogła podziękować przeuroczemu prelegentowi.
Nadszedł wreszcie czas na tajemniczą partię Dumplings With Cottage Cheese, której to partii sekrety miał wyjawić zlotowy weteran Sir Witek ze Szczecina, znany wszystkim jako Witek vel "Witosław". Oburzające zachowanie negatywnych czynników, które wyodrębniły się z posłusznej tłuszczy, doprowadziły do przerwania wystąpienia Pana Witka, który uprzednio zmiąwszy, cisnął o ziemię program swej partii, a następnie nieukontentowany oddalił się w sobie tylko znane miejsce.
Na zakończenie gorącego popołudnia agitacyjno-kolaboracyjnego miejsce na ławko-trybunie zawłaszczył sobie kolega Jacek z Gdańska, znany również jako "Jaca", którego okulary przeciwsłoneczne są niemniej znane od niego. Jaca zabrał się za prezentację takiej małej, zielonej partyjki, której oficjalna nazwa brzmi - Our Green Clover.
Wystąpienie przerywane było owacjami, których końca nie było widać.
Po wyczerpujących występach i nie mniej wyczerpującym kibicowaniu, zlotowicze rozeszli się w przeróżne miejsca, aby posilić się przed fizyczno-umysłowymi zawodami, które ich niebawem czekały.
Polly-Teach-NY Głupek Zlotu - Gliśno Wielkie Open.
Słońce stało znacznie niżej niż uprzednio, kiedy zgraja zlotowiczów zajęła miejsca na boisku oraz jego przyległości. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali wielkich zawodów. Nie mając innego wyjścia, ogłoszono rozpoczęcie
Wielkiego Turnieju Sportowego, czyli Polly-Teach-NY'ego Głupka Zlotu Gliśno Wielkie Open.
Spośród zebranych, w sposób daleki od demokracji, wybrano zawodników, którzy niebawem mieli się zmagać z przeciwnikami, z sobą i innymi przeciwnościami, a przede wszystkim wykonać wszystkie pięć zadań, które nazwano konkurencjami.
Konkurencja nr 1
Podanie najbrzydszych i nielubianych przez zawodnika słów w mistycznej ilości - pięć.
Konkurencja nr 2
Strzelanie do królika, które uprzednio z papieru wykonał Piotruś ze Zborkiem, przy pomocy proc (główna i zapasowa), które wykonał Irek vel "Dzyń". Każdy zawodnik oddaje pięć strzałów.
Konkurencja nr 3
Krótki opis sposobu, w wyniku którego na świat przychodzą dzieci, czyli krótka odpowiedź na krótkie pytanie: "Skąd się biorą dzieci".
Konkurencja nr 4
Pozowanie do głupkowatego zdjęcia. Zalecana wielka improwizacja.
Konkurencja nr 5
Odbijanie piłeczki do tenisa stołowego, czyli wulgarnego ping-ponga, przy pomocy rączki rakietki do tegoż tenisa.
W Wielkim Turnieju Sportowym - Polly-Teach-NY Głupek Zlotu - Gliśno Wielkie Open, wzięło udział aż jedenastu zawodników.
A teraz... lista startowa.
W godzinach popołudniowych zebrała się dwuosobowa komisja, złożona z obiektywnych organizatorów: Pawła i Irka. Po długich naradach, biciu się z myślami, rozterkach i namysłach ustalono kolejność na podium.
Pierwsze miejsce oraz główną nagrodę, ufundowaną przez serwis Allegro, otrzymał kolega Mariusz "Wujo" ze swoim przebojowym słowem TRINTINTIL.
Kolega Paweł z Raciborza, który z komputerowo-gejowskim słowem ANALUJ uplasował się na drugim miejscu, również otrzymał nagrodę (trochę mniej główną), również ufundowaną przez szanowny serwis Allegro.
Ostatnie miejsce na podium zajął kolega Kuba "Cuba", dzięki któremu poznaliśmy, nieznane nam dotąd, słowo ABSTYNENCJA. Kuba otrzymał najmniej główną, ale nie mniej atrakcyjną nagrodę, której sfinansowaniem zajął się nasz dobrodziej fundator - serwis Allegro.
W kategorii juniorów bezapelacyjnie wygrał Maciek z Gorzowa, otrzymując parę drobiazgów ufundowanych przez serwis Allegro i organizatorów.
Na zakończenie dnia, kiedy Słońce udawało się na spoczynek, zlotowa brać zebrała się u Holinga, gdzie z zapałem udała się na cozlotową wyprawę poszukiwawczą, tropiąc wytrwale zaginiony niegdyś kielich, który Graalem się zwie.
Po nieudanej (co było do przewidzenia) próbie odnalezienia świętego Graala, przenieśliśmy się do mrocznego świata Wikingów, którym niezmiennie przewodzi pacyfista Eryk.
Noc panowała już niepodzielnie, kiedy rozpoczęto kolejny etap ściśle tajnego, nocnego czuwania z Monty Pythonem.